BLOGOWANIE

10 śmiesznych faktów na mój temat. Liebster Award 2016.

Liebster Award to duża akcja dla małych blogerów. Ma trzy zasady: mało znani blogerzy piszą 10 faktów o sobie, polecają innych mało znanych blogerów i zaznaczają, kto jest ich ulubionym z całej branży. Potem wszyscy dają sobie buzi, klepią po ramieniu i cieszą buzię, gdy czytają, jacy wszyscy jesteśmy dziwaczni.

Mnie nominował Kuba z bloga Jakub.Pe. Mega ciekawy gość, który pisze świetne stylistycznie teksty, ma sporo komentarzy i pobudza do dyskusji. W teorii w dalszej części powinnam podrzucić linki od pięciu do jedenastu osób, które mają mniej niż 200 obserwatorów, ale ja… takich osób po prostu nie czytam, a nie chcę ich szukać na siłę. 

Wzięłam więc do akcji kilku blogerów, do których lubię zaglądać od czasu do czasu, a nie są tak popularni, jak – no, na przykład – Michał Szafrański (gigant blogosfery) czy mój ulubiony – Andrzej Tucholski (mogłabym mu wysłać milion serduszek za to, co robi w sieci).

Let the show begin.

fx3vrusy2j

1: W DZIECIŃSTWIE CHCIAŁAM BYĆ FACETEM.

Przegapiłam całą erę księżniczek, królewiczów i różowych powozów. Interesowały mnie tylko i wyłącznie bajki z superbohaterami – Superman, Batman, Robocop. To było coś. Akcja. adrenalina i nadprzyrodzone moce. O, tak.

Kiedyś wracając z mamą z zakupów, zapytałam ją, czy nie chciałaby wziąć sobie mojej lalki jako córkę, a mnie zacząć nazywać chłopcem. Nic z tych pertrakcji nie wyszło, oczywiście, a ja na długo jeszcze zostałam dziewczynką, która woli grać w nogę, wchodzić na drzewa i bić się z chłopcami, zamiast spacerować pod rączkę z koleżankami z klasy.

2: ZNAJOMI MÓWIĄ NA MNIE „BUŁA”.

Nazwała mnie tak jedna z moich bliskich koleżanek na początku gimnazjum. W czasach, gdy mama mówiła z rozczuleniem: Moja Natalka to ma buzię jak księżyc. I chociaż dwa lata później po chipsowym tłuszczyku zostało niewiele, ksywka dobrze się przyjęła i została ze mną do dziś. Nie oszalałam jednak na tyle, by tak pejoratywnym pseudonimem przedstawiać w Krakowie, więc gdy wracam do rodziców i słyszę: Buła! gdzieś na mieście – wiem, że jestem w domu.

3: CZASEM PISZĘ TEKSTY POETYCKIE I PIOSENKI.

Ale się do tego nie przyznaję. Nie lubię być kojarzona ze stereotypem artysty. Nie wierzę w natchnienie, wierzę w pomysły. Gdy mi ich brakuje, idę spać albo pobiegać. Alkohol lubię, ale obce są mi pijackie awantury i namiętne miłości. Nie lubię dyskutować o polityce ani o literaturze. Nie palę. Nie chodzę na haju. No, co poradzę.

Czasem po prostu siadam przed komputerem i na kilka godzin znikam ze świata śmiertelników. Łapię klimat muzyki, której słucham, poruszam wyobraźnię, piszę tekst. Potem szlifuję, usprawniam rymy, dopieszczam średniówkę, pracuję nad płynnością. Wymyślam tytuł. Romantycznie i technicznie. Cała ja.

ucnnqwz39o

4:  JESTEM ABSOLUTNYM SŁUCHOWCEM.

Czasem jest to przerażające. Gdy siedzimy w grupie z rodziną albo znajomymi i wyciągam im rzeczy sprzed dziesięciu albo kilkunastu lat, oczy robią im się okrągłe, szczęki opadają i śmiejemy się w głos lub słodko wzruszamy. Przypuszczam, że jest to związane z wadą wzroku, którą mam od urodzenia – mój organizm nie ufa jednemu ze zmysłów i inwestuje w inne. Co za tym idzie, wolę chodzić na wykłady niż uczyć się z podręcznika. Zapamiętywanie idzie mi po prostu o wiele wolniej.

5: KIEDYŚ ROBIŁAM SZPAGAT.

Spróbujcie mnie sobie teraz wyobrazić w szpagacie. Śmiesznie, co? Tak było.

Umiałam też przejście, mostek, gwiazdę. Całkiem niezła byłam w te klocki. Żeby tylko! Ja, słuchajcie, byłam mażoretką. Miałam dziewięć lat, zakładałam buty na obcasie, czapeczkę, maszerowałam w bodach i spódniczce i kręciłam pałeczką, podrzucając ją na milion sposobów. Dacie wiarę?

Dość wcześnie, bo po trzech latach rzuciłam te całe tańce. Z miłości. 

6: MIAŁAM NIEWIDZIALNYCH PRZYJACIÓŁ – SZCZURKA LIKA I KAUA.

Właściwie byli ze mną odkąd tylko zaczęłam mówić. Mieszkali na suficie w dużym pokoju, na który wspinali się po firance od drzwi balkonowych. Lik był moim najlepszym ziomkiem. Zawsze przecinał liny, gdy jakiś bandyta mnie, Supermana, przywiązał do torów, a pociąg akurat nadjeżdżał. Kau to jego brat. Mały, słodki grubasek i najlepszy przyjaciel. Razem mieli szalone przygody, ale zawsze mimo wszystko wracali do mnie. Lubiliśmy się.

Dla moich rodziców był to objaw niewątpliwie daleko posuniętej wyobraźni. Dla mnie dzisiaj to interesujące zachowanie chorowitego dziecka, które zamiast w przedszkolu, nieustannie siedziało w domu i potrzebowało towarzystwa do zabawy. Nie miałam rówieśników wokół siebie, więc ich sobie wymyśliłam. Proste, nie?

7: W LICEUM BYŁAM PRZEWODNICZĄCĄ SZKOŁY.

I tak zaspokoiłam swoją wolę rządzenia na następne dziesięć lat. Zaborcza, zasadnicza, despotyczna. Jednego nie można było mi odebrać – robiłam akcję za akcją i potrafiłam wszystko załatwić. Moje urocze: „Ale panie dyrektorze…” serwowane zawsze z rozbrajającą miną i oczami kota ze Shreka zostało mi do dziś i pomogło w niejednej skomplikowanej sytuacji, gdy chciałam coś dla siebie lub kogoś ukartować.

q9rrx9qagz

8: ŚPIEWAM POD PRYSZNICEM.

O, Jezu. Śpiewam niemal non stop. Przy gotowaniu, przy sprzątaniu, często nawet w drodze na uczelnię śpiewam sobie pod nosem i patrzę na ludzi wojowniczo, gdy oni na mnie – jak na wariatkę. Lubię tę naszą kooperację.

Mimo doskonałej pamięci do tekstów piosenek, melodii i muzyki, niewątpliwie z moim głosem jest coś nie tak. Fałszuję jak diabli, ale to dla mnie nie jest wystarczający powód, by przestać śpiewać.

Szorując uda gąbką z wypustkami masującymi, śpiewam na całe gardło: You’re simply the best! Better than all the rest! To nieustannie przyprawia mnie o wybuch śmiechu w kabinie prysznicowej. Odkurzając natomiast, bez skrępowania tańczę sobie z rurą i nucę: Oooh, I wanna dance with somebody!. Albo obierając ziemniaki. Krojąc kurczaka. Śpiewam: Seksualnaaa. Niebezpieczna! Taka jestem, lubię być niegrzeczna.

Wesoło mam ze sobą.

9: BYŁAM WIELKĄ PRZECIWNICZKĄ BLOGOSFERY.

Kiedyś byłam wielką przeciwniczką nowoczesności, technologii i postępu cywilazycyjnego. Byłam gotowa rzucić wszystko i wyjechać na Fidżi, gdybym miała z kim. Nie rozumiałam zachwytu nad elektroniką, nie widziałam sensu w reklamie, wierzyłam w odkrywanie talentów i proste drogi do sukcesu. Byłam romantyczną tradycjonalistką. I całe szczęście, że mi minęło – chcąc żyć naprawdę, trzeba żyć dniem dzisiejszym, a nie marzyć o życiu 200 lat temu. 

Dlaczego zaczęłam więc pisać? Na początku studiów, przyszedł do mnie mój przyjaciel, powiedział: Natalia, musisz!, kazał podać pierwszą platformę, jaka przyjdzie mi do głowy, założył mi konto, wymyślił hasło i dodał: Siadaj i pisz. I tak się zaczęło, choć początki nie były łatwe i wielokrotnie to rzucałam. Musiałam dojrzeć do tego, by znaleźć i stworzyć swoje miejsce w sieci. I oto jestem.

awjd4wv6w1

10: PRZEZ 2/3 MOJEGO ŻYCIA NIE JADŁAM WARZYW ANI SERA.

Zaczęłam jeść warzywa dopiero w 15. roku życia, a sery – jakiś rok temu. Jako dziecko odrzuciłam wszystkie warzywa. Kochałam się w owocach i słodyczach oraz kotleciku i kiełbasce, a wszystko co wyrastało w ziemi lub wisiało na krzaczku, a nie było owocem – kompletnie mnie nie interesowało.

Pewnego dnia oświeciło mnie jednak psychologicznie i odkryłam, że nie lubię warzyw, bo nie znam ich smaku. I że do tego smaku, do ogórka, papryki, buraczków – muszę się po prostu przyzwyczaić. Najcięższą przeprawę miałam z pomidorem, ale dziś – nie wyobrażam sobie bez niego sałatki.

ZIOMKI, KTÓRE POLECAM

VEGA-VEGE

327f04834a

Ola jest cudowna. To nie ulega wątpliwości. Kiedy ze znajomymi próbujemy ją opisać, brakuje nam słów. Śliczna. Sympatyczna. Dojrzała. Piękny uśmiech, blond włosy, okulary i niesamowite, śliczne tatuaże. Madra kobieta i weganka. Prowadzi bloga o tematyce kulinarnej, że się tak wyrażę. Robi śliczne zdjęcia, świetne grafiki i ma w sobie „to coś”, co – nie mam wątpliwości – zaprowadzi ją na szczyty polskiej blogosfery. :)

MIKOŁAJ DENYSIUK

augemk9oxn

Ma dopiero 17 lat, a jego blog wygląda tak, jak niejeden móglby tylko pomarzyć. Ambitny, pozytywny, przesympatyczny. Nad Mikołajem warto się pochylić – mimo młodego wieku już jest wspierany przez najlepszych. Patrzę na niego i myślę, że marzenia mają sens, a lepsze, piękniejsze życie – jest na wyciągnięcie ręki. I już wiem, że świat można zmieniać – a każdy robi to na swój sposób.

Nigdy nie przestanie działać w sieci, bo wie, że kiedy to zrobi, dopadnę go ja, kawa i Casey Neistat, krzycząc: Mikołaj, musisz! Kochamy cię! :)

SPÓDNICE W GÓRĘ

4ht8c1c4z0

Daria jest kobietą z krwi i kości i robi naprawdę fajną robotę. Pisze od ponad dwóch lat i – nie uwierzycie – zaczynała od bloga modowego, choć dziś to po prostu fajny lifestyle do poczytania na wieczór. Podkreśla, że jest feministką, ma ładnego bloga, kota i psa. Ubiera się w dolary, kocha dobre kino i swojego Lubego. I studiuje psychologię, dacie wiarę? No powiedzcie sami – jak można jej nie lubić?

KOBIETY BEZ DIETY

dn7w2l9qmv

Kontrowersyjne i bezwzględne. Szokujące i ujmujące. Kobiety bez diety dopiero zaczynają, a to, co robią, sprawia, że opada mi szczęka – choć nie zawsze się z nimi zgadzam. Są diablo ciekawe, obłędnie szczere i jedno jest pewne. To kobiety na konkretach.

WIĘCEJ LUZU

yjbjvfll64

Krzysiek Humeniuk. Czytam odkąd sama siedzę w blogosferze, bo Krzyś pochodzi z mojego miasta rodzinnego. Kiedyś tak wymiatał w lifestyle’u, że trafił nawet do rankingu Kominka. Ostatnio przerzucił się na męską tematykę i powoli ją rozwija – eleganckie zegarki i piwka. Sporo działa na Insta. Fajny gość.

I TERAZ UWAGA!

Ba dumm, tss. Zachęcam do podjęcia wyzwania te kilka osób z powyższej listy. Blogosfera to miejsce, w którym wszyscy jedziemy na jednym wózku. Wierzę, że fajnie jest pomagać, przekazywać pałeczkę i pobudzać cudze marzenia. Najlepsza wśród nas jest zasada wygrana-wygrana. Działajmy dalej.

Yo! :)

You Might Also Like