DUŻE PROJEKTY MY LIFESTYLE SPORT I DIETA VEGE

31 dni na diecie wegetariańskiej

Mam taką strasznie upierdliwą wadę – chciałabym naprawiać świat. Nie bardzo jednak wierzę w to, że ten świat można zmienić – trzymam się więc zasady, że grunt, to pilnować siebie. Wiele rzeczy mi się nie podoba w świecie, który zastałam, ale wiem, że na wiele spraw nie mam po prostu wpływu, więc wolę więcej wymagać od siebie.

Nigdy nie twierdziłam, że ludzie nie powinni jeść mięsa i nadal nie twierdzę. Ale też nie uważam, by im to jakoś szczególnie do szczęścia bylo potrzebne, gdy w toku rozwoju cywilizacyjnego wyksztaciły się mniej krwiożercze metody spożywania białka – poprzez sery, mleko, kefiry, jogurty etc. Nie widzę więc sensu w spożywaniu mięsa w czasach jego masowej produkcji.

Więcej o tym, co mnie motywuje, możecie przeczytać tutaj i tutaj

NA POCZĄTKU JEST FAJNIE.

Czujesz się lżej, niczego Ci nie brakuje, a każde kolejne danie, które smakuje genialnie, umacnia w Tobie myśl o założeniu własnej restauracji. Możesz rzucić studia i zostać kucharką. O Twoim niezaprzeczalnym talencie świadczą reakcje współlokatorów i przyjaciół, których zapraszasz na obiad i widzisz, jak oblizują wargi na samą myśl o zjedzeniu Twojej zupy pomidorowej. Mniam, mniam, mniam. Kulinarny geniusz.

Gdy w czwartkowy wieczór wracasz do domu po całym dniu na uczelni z kupioną po drodze butelką czerwonego wina i zamykasz się na kilka godzin w kuchni, by nucąc pod nosem i popijając ukochany trunek wymyślać nowe przepisy, świat wydaje Ci się piękny, a życie proste. Ale nie martw się – wkrótce i tak wszystko się skomplikuje i przeżyjesz kryzys.

…A POTEM WSZYSCY SIĘ DZIWIĄ.

I to z tych stron, których byś o to nie posądziła zupełnie. No nie rozumieją. Nic, ale to nic. I to czasem męczy, a czasem bywa zabawne.

– A ty co jesz na kolację? – pytam optymistycznie.
– Mmm, taką pyszną galaretkę z kurczakiem. Pyszna. Pyszna. Żałuj, że nie jesz mięsa.
– Hm, spoko, ale galaretki to ja akurat nigdy nie lubiłam – przyznaję z uśmiechem.

Ale najgorsza przeprawa jest z domowymi, tradycyjnymi zupami, bo przecież ich smak kojarzy nam się zawsze z dzieciństwem. Chcemy je jeść, bo to wspomnienia. Ciężko zwyciężyć tę walkę.

„Natuś, wiem, że nie jesz mięsa, ale to skoro nie chcesz pomidorówki, to może chociaż barszczyku?”.

PÓŹNIEJ JESZCZE TYJESZ…

Najgorsze, co możesz sobie zrobić, to przejść na dietę wegetariańską w trakcie jakiegoś trudnego okresu – ot, na przykład sesji. Z jednej strony stres i potrzeba spożywania większej ilości cukrów. Z drugiej – nie masz ochoty jeść w kółko tego samego, a czasu na naukę nowych dań – niewiele.

Masz już serdecznie dość zup-kremów, które czasami zupełnie Ci nie wychodzą, smakują dziwacznie i paskudnie śmierdzą. Wylewasz je do toalety, myśląc z utrapieniem, że zużyłaś na nie pół lodówki, która teraz zionie pustką. Więc albo znowu pójdziesz do sklepu i wydasz kolejne trzy dychy na te same produkty, których właśnie się pozbyłaś po uprzedniej obróbce, albo będziesz chodzić głodna. Głód to frustracja. Wzdychasz i wyjmujesz zakopaną gdzieś na czarną godzinę czekoladę albo dzwonisz po pizzę.

Zmiana diety wymaga niestety nie tylko przyzwyczajenia się do nowych produktów, ale także jednak i nabycia nowych umiejętności kulinarnych. A na to trzeba czasu.

…I OSTATECZNIE PODEJMUJESZ JAKĄŚ DECYZJĘ.

Gdy byłam dzieckiem nienawidziłam zieleniny. Jadłam w kółko pieczywo, kiełbaski, kurczaczki, kotleciki, a z warzyw – ewentualnie ziemniaki. Owoce. Słodycze. Dlatego teraz wyglądam tak jak wyglądam – z łatwością tyję, a gdy jestem szczupła, to i tak niespecjalnie to widać. Ale tak naprawdę to nie ma żadnego znaczenia, bo skoro nauczyłam się jeść coś więcej niż to, od czego zaczynam się toczyć, to warto z teego skorzystać.

No więc przeszłam, przeszłam na ciemną stronę mocy. 

You Might Also Like