RELACJE

7 najbardziej romantycznych tekstów, które możesz usłyszeć od mężczyzny #2

Jedną z podstawowych zalet bycia singielką jest to, że przy dobrej aparycji i ciekawym życiu prywatnym, stan kompletej samotności nie może potrwać długo. Przygnębione ego kobiece bardzo szybko zaczyna być systematycznie dopieszczane przez zainteresowanych facetów. O ile komplementy, kwiatki i romantyczne spotkania w kawiarni są raczej domeną komedii romantycznych, o tyle długie rozmowy, rodzące się zaufanie i nadzieja na relację opartą na wzajemnej szczerości to elementy, które występują w prawdziwym życiu.

A to wcale nie musi brzmieć równie pięknie jak na filmach.

Ze mną nie jest łatwo się umówić – głównie dlatego, że jestem dość zajętym człowiekiem i mój grafik przez cały tydzień od rana do nocy wypełniony jest różnymi zajęciami. Ale kiedy znajdę czas na spotkanie i kieruję swoje kroki w stronę wyznaczonego miejsca, nie nastawiam się negatywnie, przeciwnie – naprawdę liczę na miły czas, rozrywkę i romantyzm. Ciężko mnie do siebie zniechęcić, bo głupoty, które ktoś powiedział, chętnie usprawiedliwiam zdenerwowaniem.

Ale kilka perełek w ciągu ostatnich dwóch lat wyłapałam.

Dlatego po pierwszej nadeszła pora na kolejną część.

*

Schodzimy do podziemia. Ciemno. Kroczę w żółtej spódniczce i stukam obcasami, a dym papierosów czuć już na schodach. Dziwne miejsce jak na randkę, na którą namawiał mnie od miesiąca. Prowadzi mnie do drugiej sali i zostawia na chwilę, żeby zamówić napoje. Siadam przy stoliku, rozglądam się. Wokół mnie ani jednej kobiety. Na ekranie wyświetla się mecz. W tle lecą Strachy na lachy. Nie chcę oceniać, ale mężczyzni przyglądają mi się nie mniej zaskoczeni ode mnie i mimowolnie przychodzi mi do głowy myśl, że jestem jak gazela wśród stada drapieżników. 

Wraca. Stawia przede mną piwo za pięć złotych, które kwadrans temu zachwalał pod niebiosa za cenę w tym lokalu. Zamaczam w nim usta i mało się nie popluję, gdy wypala, siadając przede mną: 

– No, dobrze, spytam bez ogródek: Ilu miałaś facetów?

*

Jeszcze szkoła. Siedzę na dyżurze, choć można by rzec, że po prostu: na widoku. Wciągnęłam na kark wyjątkowo nową bluzę, czerwoną, jak z teledysku i starannie ułożyłam włosy. Z tuszem na rzęsach czułam się jak królowa imprezy. Kilka razy na przerwach podchodzi do nas, żeby trochę pogadać. Raz, drugi, trzeci. Za czwartym zaczynam się zastanawiać. Coś ewidentnie jest na rzeczy.

Intuicja mnie nie zawodzi. Wieczorem dostaję wiadomość: 

– Wiesz, myślałem nad tym cały dzień i doszedłem do wniosku, że jesteś ładna.

Chryste Panie, on myślał nad tym CAŁY DZIEŃ. Powinnam docenić, że przynajmniej z tych rozważań wyciągnął poprawną konkluzję. Nim zdążę się oswoić z tym nieoczekiwanym komplementem, pada sakramentalne:

– Nie chciałabyś zostać moją dziewczyną?

No, doprawdy. Marzę o tym.

*

– …no więc skończyłam ten kurs salsy i teraz się zastanawiam, co dalej. Bo wiesz, żeby się rozwinąć, powinnam chodzić do klubów, a ja jestem tak nieimprezowym człowiekiem, że bardziej się już chyba nie da. Więc pomyślałam, że pojadę na ten obóz, żeby się przekonać, czy to na 100% moje klima…
– Mogę o coś spytać? – przerwał mi nagle.
– No?
Zastanawiasz się teraz jak całuję? – wypalił z szarmanckim uśmiechem.
– Yyy… nie? – zamrugałam oczami.
– Nie powinienem o to pytać? – zreflektował się.
– Nie, nie powineneś.
– Aha, to sorry.

Zawsze wiedziałam, że moje historie są porywające, ale żeby aż tak? 💗

*

No, dobra, to, że raz nam nie wypaliło, nie oznacza, że nie można spróbować drugi. Po kilku tygodniach zaklętego milczenia pisze do mnie i pyta, czy pójdę z nim na kawę. Okej, niech będzie, pójdę.

Zakładam śliczne, białe spodnie do pół kostki, czarne szpilki i granatową bluzeczkę z dekoltem w łezkę. Włosy układam lokówką, maluję usta, pryskam się perfumami. Co tu dużo mówić – czuję się jak milion dolców.

– Przytyłaś – wita mnie z uśmiechem.

Idziemy do kawiarni w galerii handlowej. Zajmujemy stolik na samym środku. Nim zdążę cokolwiek powiedzieć, on wyciąga telefon. A potem drugi raz. I trzeci. 

– No dzień dobry, do której u pana jest czynne? Do osiemnastej? Okej, czyli jeszcze godzinę? A pan to tutaj, przy galerii, ma ten sklepik? To świetnie, będę za pół godziny – mówi, rozłącza się i przenosi wzrok na mnie. – Zostawię cię tu na moment. Zapłacisz? – pyta i widząc moją minę dodaje: – Ha, ha, żartowałem.

Ja potrafię wiele znieść. Naprawdę. Może ma gorszy dzień, więc daję mu ostatnią szansę i potulnie z nudów łażę po Zarze, czekając aż ogarnie swoje sprawy. Kiedy pisze, że już wrócił i czeka przed wejściem, umyślnie krążę po sklepie jeszcze przez chwilę. Niech ma za swoje.

Ale gdy wychodzę, jego nie ma na zewnątrz.

Więc dzwonię. Mówi, że jest w drogerii na pierwszym piętrze. Wściekła ruszam w tamtą stronę i wchodzę, gotując się ze złosci.

Zobacz, jakie perfumy znalazłem – mówi na mój widok i podsuwa mi zakrętkę pod nos. – Jedna nazywa się Sex, a druga Love. Którą wybierasz?

*

Znamy się od kilku lat. Od zawsze coś między nami iskrzy. Po kilku spotkaniach i długiej rozmowie uznajemy, że właściwie czemu nie mielibyśmy spróbować? Może bez sensu odwlekamy ten moment? Dobrze, ustalmy – będziemy razem.

Wracam do domu, wysyłam smsa. Nic. W południe następnego dnia dostaję poirytowaną odpowiedź. Odpisuję też ze złością. Nie rozmawiamy trzy kolejne dni. Czwartego dzwoni i pyta, co mi przywieźć ze służbowego wyjazdu. Ja się łapię za głowę. Piątego pytam, czy uważa, że to normalne, że niby ‚jestesmy razem’, a w ogóle ze sobą nie rozmawiamy.

On odpowiada, że w tym tygodniu ma dużo pracy i zaczniemy od poniedziałku.

Boże. Zostałam dietą.

*

On – kilka miesięcy po długim związku. Ja – dość sceptyczna, bo mam na ten temat swoje teorie. Ale od spotkania do spotkania, od rozmowy do rozmowy, powoli zaczynam się wkręcać. Potrafi mi się postawić, mamy wspólne tematy i zaczynamy spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Jest w porządku.

Zaczynamy coraz bardziej się przed sobą otwierać. On opowiada o swojej byłej dziewczynie. I wtedy pada tekst, po którym dociera do mnie, że niektórych rzeczy na randkach się nie mówi. Bo są słabe.

– I jak się z tym wszystkim czujesz? Tyle byliście razem… Nie tęsknisz za nią? – pytam wyrozumiale.

– Oj, no nie wiem. Na razie cieszę się wolnością.

A. H. A.

*

– Widzisz i jakoś tak wychodzi, że mi nie wychodzi w tej miłości.
– Oj, Natalia. 90% facetów nie pogardziłoby taką dziewczyną jak ty.

No tak, w sumie fakt, że ktoś mną nie gardzi, to już całkiem sporo. 

*

Wcale nie bronię kobiet, bo wiem, że my też czasem palniemy coś zupełnie od czapy i mniej lub bardziej świadomie nadepniemy komuś na odcisk. Ale wiem też, że to kobiety częściej czują, że są traktowane jak przedmiot. I choć ja mam dużo dystansu do siebie i żyję w przekonaniu, że moje życie to komedia, to nawet mnie robi się czasem przykro, gdy ktoś sprowadza mnie do tego, że mam ciało, a to ciało zawiera cycki, ładną twarz, usta i kawał dobrej dupy.

Może kobiety do pewnego wieku nie radzą sobie z emocjami, ale po przeciwnej stronie są mężczyzni, którzy kompletnie nie radzą sobie ze słowami.

To są pojedyncze historie. Ale takie historie nas tworzą.

Mam nadzieję, że to ostatnia część.

You Might Also Like