TEKSTY

8 powodów, dla których jadę do Hiszpanii

Kupiłam na wrzesień bilet do Alicante – pięknego miasta nad Morzem Śródziemnym w południowej Hiszpanii. Planowałam tę podróż już od wielu miesięcy – i na nią odkładałam zarobione pieniądze. Pomysł ten jest ściśle związany z moją Listą 100 marzeń i celów, bo na niej znajduje się plan corocznego, dwutygodniowego wypadu do tego pięknego kraju. Co ma to na celu? Nic – prócz tego, by dać mi większe szczęście.

W życiu nic nie przychodzi łatwo i czasami musimy przekładać nasze plany. Każde prywatne zwycięstwo i zaliczona baza okupiona jest ogromnym wysiłkiem, wylanymi łzami i psychicznym cierpieniem. To są pojedyncze momety, które zawsze spotykają nas na drogach do sukcesu.

Mówi się, że dzisiejsze pokolenie jest stracone, bo jest słabe – ja w to nie wierzę. Nam po prostu nikt nie powiedział, że nie warto się poddawać, a porażka o niczym nie świadczy. I że jedynym sposobem, by spełnić swoje marzenia i doznać prawdziwego szczęścia jest kroczenie tą samą drogą, co nasi przodkowie – drogą ciężkiej pracy. Bez wyłączania się ze świata.

Przed Wami lista 8 powodów, dla których po trzyletniej przerwie postanowiłam wrócić do kraju lejącego się z nieba żaru i nadmorskich wiatrów, słońca i niegasnącego optymizmu.

1. Bo tam jest jak w wannie.

W Hiszpanii poświęca się mnóstwo uwagi ochłodzeniu miejsc publicznych, bo w lipcu temperatura rzadko spada poniżej 30 stopni Celsjusza. Mnóstwo sklepów i instytucji jest klimatyzowanych, na większych placach i rynkach można spotkać ludzi, którzy chłodzą się w fontannach i pod natryskami, a już najgenialniejszą wydała mi się świadoma organizacja cienia poprzez rozpostarcie wielkiej, jasnej płachty na kilku białych słupach w centrum Sewilli. Dzięki tym kilku udogodnieniom tam naprawdę da się żyć!

Jednak do niczego nie można porównać błogosławionego uczucia, które ogarnia całe ciało po wyjściu na zewnątrz z klimatyzowanego pomieszczenia. Gęsia skórka znika, naczynia krwionośne się rozszerzają i masz wrażenie, jakbyś po ciężkim dniu wszedł do wanny z gorącą wodą. Przyjemność i relaks. O każdej porze.

2. Bo kocham palmy.

Chyba nie jestem typową turystką, bo podczas pierwszego pobytu w Hiszpanii, zamiast napawać się widokiem zabytków i wyjątkowej architektury, w pierwszej kolejności zwróciłam uwagę przede wszystkim na palmy. Tuliłam się do nich, rozmawiałam z nimi, przyglądałam im się od dołu do góry i robiłam im mnóstwo zdjęć. Znajomi pytali mnie, po co właściwie mam tyle zdjęć palm. Po prostu.

18UCZV6D39

Nigdy wcześniej nie byłam w ciepłym kraju. Palmy były więc dla mnie symbolem wyrwania się z własnej głowy i zaściankowości i przerzucenia własnych marzeń – z umysłu do codziennego życia. Dlatego tak niesamowicie kręciło mnie cykanie im foteczek z wielu perspektyw.

3. Bo to nektar dla moich uszu.

Hiszpańskiego co prawda uczyłam się już od pierwszej klasy liceum, ale początkowo szło mi raczej jak po grudzie. Miałam słabe oceny, nie donosiłam prac na czas i kontynuowałam naukę tego nieobowiązkowego języka raczej z upartości, niż z istotnej pasji. Aż do mometu, gdy w marcu 2013 pomagałam przy konkursie piosenki hiszpańskojęzycznej i siedząc na widowni w którymś momencie poczułam, że wpadłam jak śliwka w kompot – zakochałam się. Na wieki wieków. 

Mówienie i słuchanie rozmów rodowitych Hiszpanów daje mi więcej radości niż niejeden miły prezent. Ten język ma tak urocze brzmienie, że przyprawia mnie o dobry nastrój. Jest jak miód dla moich uszu. Jak nektar.

4. Bo za pierwszym razem zabrakło mi odwagi.

…Na zbyt wiele rzeczy! Nie spróbowalam gazpacho, nie poszłam na tapas, wstydziłam się zajrzeć do klubu samby. Wydawało mi się też, że skończyły mi się pieniądze odłożone na pokaz flamenco – dopiero na lotnisku w drodze powrotnej znalazłam je zaszyte w jakiejś małej kieszonce. :) Tym razem nie zamierzam całych dni spędzać w domu, dążąc do perfekcyjnej znajomości całego słownika. Każdą wiedzę należy wykorzystywać – nawet jeśli jest niewielka! 

5. Bo kocham hiszpańskie noce.

Wiesz, co Hiszpanie robią przed północą? Nie, nie ścielą łóżek i nie kładą się spać. :) Przed bloki wyciągają tarasowe stoliczki i krzesełka, jedzą, piją, śmieją się i plotkują, a ich dzieci biegają wokół i wciąż jeszcze się bawią. Młodzi wychodzą wtedy na piwo, nocne życie dopiero się rozpoczyna. Pod niebem pełnym gwiazd, na którym nie znajdziesz ani chmurki, możesz słuchać szumu tętniącego życiem miasta i czuć, że niedługo pewnie wrócisz do swojej codzienności – ale dzisiaj podbijasz świat.

7BY01H9BDT

Takich przeżyć nie doznasz nigdy, jeśli wciąż będziesz wybierać siedzenie pod kocykiem, zamiast pracy i nauki. Rodzice kiedyś przestaną dawać Ci pieniądze, a Ty będziesz musiał odnaleźć się w rzeczywistości i jedynie od Ciebie będzie zależeć, czy świat, który stworzysz jako dorosły człowiek, będzie przepełniony satysfakcją, dobrem i szczęściem, czy tylko nieustanną walką o każdy grosz.

6. Bo kocham ich podejście do życia

Kiedyś nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że hiszpańska krew płynie w moich żyłach – ja też kochałam chodzić spać późno i późno wstawać z łóżka, po południu ucinać sobie małą drzemkę w ramach mojej prywatnej, polskiej siesty. Choć to czasami bywa męczące, praktyka robienia wszystkiego na ostatnią chwilę przez długi czas wydawała mi się nader bliska. Znałam to z autopsji. Musiałam pokochać Hiszpanów.

Ciężko mi wytłumaczyć Polakom jak bardzo inni są ludzie z drugiej części Europy. To zupełnie inna mentalność i odrębne wychowanie. Uwielbiam ich otwartość. To, że nie każą Ci czekać – gdy tylko widzą, że oglądasz mapę dłużej niż pięć sekund – natychmiast podchodzą, oferując swą pomoc.  Oni nie odwracają wzroku, gdy ktoś na nich patrzy w tramwaju. Nie ignorują obecności człowieka tuż obok. Nie starają się zachować kamiennej twarzy w kontakcie z nieznajomym. Kochają emocje.

7. Bo chcę zatańczyć salsę.

Kto zaglądał do zakładki O mnie ten wie, że salsa należy do moich ulubionych tańców. Ten wesoły, kubański taniec daje mi niemal tyle radości, co słuchanie rozmawiających Hiszpanów. Dlatego tym razem nie ma innej opcji – jeśli nie uda mi się złapać żadnej salsoteki, zatańczę salsę z kimkolwiek – choćby miało to się odbyć na samym środku plaży! Zobaczycie! :)

8. Bo czeka mnie coś, czego nie mogę przewidzieć.

Niewątpliwie wyjazd do Sewilli i wszystko, co się z nim wiązało, był największą przygodą mojego życia. Podróż do obcego kraju bez nadzoru rodziców i ze słabą znajomością języka nie jest tym, na co się porywa każdy osiemnastolatek. Bałam się – ale wiedziałam, że to będzie coś, co zapamiętam na całe życie i co da mi więcej, niż mogłabym się spodziewać. Życiową zaradność. Doświadczenie. Wspomienia.

Jestem pewna, że tym razem też tak będzie. Jestem ciekawa komplikacji i głodna przygód. Organizacja wyjazdu na drugi koniec kontynentu nie jest łatwym zadaniem dla kogoś niedoświadczonego w podróżowaniu. A co jeśli będą kłopoty? Ja WIEM, że będą. Ich obecność wcale mnie nie zaskoczy. Mogą mnie okraść. Mogą mnie wystraszyć. Mogą zgubić moją walizkę. Może wydarzyć się niemal wszystko.

FCEA703449

Cokolwiek się stanie, jedno jest pewne. Jakimś sposobem, nie ma znaczenia jakim – poradzę sobie. Wrócę bogatsza o nową przestrzeń. Będę oddychać innym powietrzem. Przywiozę ze sobą własne słońce. Mocniejsza o przeszkody, które pokonałam, o odwagę, jaką zdobyłam – ruszę z kopyta w kolejny rok z całkiem nową rzeczywistością i uaktualnioną wersją osobistej prawdy.

Może to wszystko zupełnie mi się nie opłaca. Ale wiem, że warto to zrobić. Bo ze wszystkich starych porzekadeł i ulubionych powiedzonek to jedno jest pewne – żyje się tylko raz. I nie można tej szansy zmarnować.

You Might Also Like