KOBIETY MOTYWACJA RELACJE

Coś więcej, niż tylko miłość – czyli życie w pojedynkę.

Od szesnastego roku życia więcej w związkach byłam, niż nie byłam. Podobnie jak z bieganiem, w miłości miałam status: długodystansowa. Nie miałam problemów z wiernością, byłam za to mistrzynią we wkraczaniu drugi raz do tej samej rzeki. Kochałam stabilizację i przewidywalność, usta i charaktery, które doskonale znałam. Często zresztą powtarzałam, że w związku funkcjonuję lepiej niż bez niego. W miłości wszystko wydawało mi się prostsze.

Wściekałam się, gdy koleżanki mówiły, że moje życie kręci się wokół facetów. Ale jakoś tak wypadało, że po każdym rozstaniu z kimś, wobec kogo miałam duże nadzieje, wciąż nie mogłam się pozbierać. I miesiącami piłam wino, jadłam chipsy i płakałam na komediach romantycznych, aż obejrzałam już wszystkie najgłupsze po kilka razy. Siedziałam w domu, unikałam randek jak ognia i wmawiałam sobie, że no przecież my musimy do siebie wrócić, bo taki, jak on, to już nie będzie nikt. O, rany.

W stałym związku miałam poczucie, że jedno z zadań na długiej drodze do trzydziestki – już mam z głowy. Bez faceta u swojego boku czułam, że lata mijają, a ja nadal niczego w życiu nie osiągnęłam. Dzisiaj się z tego śmieję, ale wtedy naprawdę w to wierzyłam. 

Jedno było pewne. Nie potrafiłam być sama. 

ALE ZAWSZE CHCIAŁAM SPRÓBOWAĆ.

Każdy wie, że jeśli sam siebie nie kochasz, nie podziwiasz, nie akceptujesz w pełni, podświadomie czujesz, że nie zasługujesz na to, by robił to za ciebie ktoś inny. Tak się rodzą kobiety-pijawki, nieustannie domagające się uwagi i komplementów, w które i tak nie wierzą. Śliczne, lecz z kompleksami, mądre, a pracoholiczki, wygadane, choć w głębi duszy i tak niepewne siebie.

Mężczyźni dostrzegają ich wartość, chcą z nimi być, są zakochani po uszy. Ale gdy wejdą w związek, miesiąc po miesiącu z ich kobiet wychodzi ten cały bałagan, który noszą w sobie. I oni są zawiedzeni. Oni się męczą. Oni nie chcą za kobietę niczego układać, bo nie czują się wystarczająco kompetentni. I odchodzą od tych swoich biednych dziewczyn, tłumacząc się jakimś: Już cię nie kocham. albo innym: Nie jesteś już taka, jak na początku. 

Padają ofiarami własnych kompleksów. I to tylko pogarsza ich sytuację. W takich chwilach jeszcze bardziej potrzebują wsparcia i obecności kogoś, kto znów choć na moment przekona je do myśli, że są piękne, mądre i wartościowe. Wydaje im się, że to ich ex- są niedojrzali, bo nie potrafią kochać kobiety z problemami. Ale to pierwszy sygnał, że mimo szczerych chęci, otwartego serca i perfekcyjnej miłości – one nie są gotowe na związek. I że pora zakochać się w sobie. 

MIŁOŚĆ TO NIE WSZYSTKO. 

Kilka miesięcy temu między mną a moim kolegą doszło do światopoglądowej sprzeczki. On planował Walentynki i opowiadał o tym, jaki jest szczęśliwy, zakochany, zakręcony tym, że w końcu zaczęło mu się układać. Ja byłam na zupełnie innym etapie życia i może dlatego nie ugryzłam się w język, kiedy powiedział: „Życie jest zbyt krótkie, by pisać o czymkolwiek innym, niż o miłości.”. Nim dotarło do mnie, że właśnie wbijam wielką, długą igłę w najpiękniejszą bańkę świata, wypaliłam ze śmiechem: „Życie jest zbyt fajne, by pisać tylko o tym.”.

No nic, tylko udusić.

Wydaje mi się, że na tym własnie polega bycie szczęśliwym singlem. Przesadne podkreślanie swojej radosnej wolności albo zafiksowanie na punkcie tego, by jak najszybciej wypełnić swoją codzienność czyjąś obecnością, nie jest ani mądre, ani zdrowe, ani tym bardziej – terapeutyczne. Grunt, to ani nie zamykać się na wielką miłość, ani nie skupiać się przesadnie na tym, że jej nie ma.

Życie ma tyle barw, tyle odcieni. Miłość nie musi być jedynym sensem życia.

NIE KAŻDY MUSI BYĆ W ZWIĄZKU.

Naprawdę. Nie każdy. Nie każdy ma ochotę spotykać się, pisać i dzwonić, pytać o codzienne sprawy, gadać o niczym i jednocześnie dzielić z kimś więcej niż 50% swojego życia. Całkiem spore grono ludzi nie planuje mieć dzieci, lubi swoje wielkie, puste mieszkanie, święty spokój i całkowite skupienie na pracy, treningach i rozwoju. Imprezują z przyjaciółmi, gadają z rodzeństwem i przytulają się do psa. Nie mają wrażenia, że czegoś im w życiu brakuje. Dobrze jest, jak jest.

Ale jest też druga strona medalu. Jeśli w perspektywie całego życia naprawdę chcemy z kimś być, a gdy przydarza się okazja, mamy ochotę wiać – wtedy zdrowe singielstwo przeradza się w uzależnienie. Im dłużej jesteśmy sami, tym trudniej nam znów kogoś do siebie dopuścić, zaryzykować swoją wolność, niezależność i długo budowane szczęście w pojedynkę. Dlatego wszyscy mamy koleżanki, które mimo 20-kilku lat od zawsze są same. I o ile czują, że nie spotkały po prostu odpowiedniej osoby, ale czynnie jej szukają, umawiają się, poznają różnych ludzi – o tyle wszystko jest w porządku. Gorzej, jeśli po cichu płaczą, że nawet nie wiedzą, jak to jest, gdy ktoś je całuje. A są i takie.

Im jesteśmy starsi, im więcej mamy doświadczeń, tym ciężej nam znów komuś zaufać. Jesteśmy zmęczeni tą całą babraniną, którą trzeba zaczynać od nowa – poznawaniem się, zbliżaniem, przyzwyczajaniem. Uczeniem się obcych nawyków, znoszeniem cudzych wad. O ileż łatwiej jest nam przestać odpisywać, zamiast walczyć o czyjąś miłość, gdy po raz kolejny ktoś czegoś nie zrozumiał, o coś jest mu przykro, za coś jest zły. O ile więcej można mieć spokoju, o ile mniej problemów, gdy się żyje w pojedynkę. 

ALE MIŁOŚĆ JEST TEGO WARTA.

Nadal jestem zdania, że w związku można osiągnąć więcej i z większą lekkością. Miłość rządzi się swoimi prawami, zakochani funkcjonujemy na innych obrotach. Dni wydają się proste i piękne. Nie ma piękniejszego uczucia od tego, gdy czujemy się przez kogoś w pełni kochani, pożądani i akceptowani. Kiedy ktoś po prostu nad lubi, chce z nami spędzać czas, jest ciekawy, co mamy do powiedzenia. To nas napędza. Związek działa jak paliwo, gdy zabraknie nam siły.

Dni są wtedy łatwiejsze. Ale to nie ma znaczenia, jeśli musisz zaryzykować choć cząstkę siebie tylko po to, by było łatwiej ci żyć. Im jesteśmy starsi i bardziej świadomi swoich potrzeb, emocji i pragnień, tym więcej mamy do stracenia. W dorosłym, samodzielnym życiu związek to nie jest już coś, w co można władować się bez zastanowienia, ot, z ciekawości i chęci doświadczeń. To wszystko już mamy.

Pokochaj siebie, nim znów zapragniesz, by ktoś zrobił to za ciebie.

Życie jest zbyt fajne, by pisać tylko o tym.

You Might Also Like

  • Klaudia

    Hmmm. Czytając o dwudziestoletnich kolezankach, które nie były nigdy w związku, czytałam o sobie :) ale wiesz, ja nadal żyje wyobrażenie wielkiej miłości, nie zadowole się czymś mniejszym. Myślę, że jeśli komuś samotność nie przeszkadza, to to czekanie nie jest usychaniem. Jeśli kiedyś mam się zakochać w kimś na zabój, to jestem w stanie poczekać ;) tak baj de wej, ekstra wpis!

    • I masz rację – bo warto czekać na coś niezwykłego :). Ale rzeczywistość jest taka, że dzisiaj ciężko nam żyć w samotności… Dlatego tak bardzo wariujemy na punkcie poszukiwania kogoś dla siebie. :) Mimo błędów – wciąż trzeba wierzyć w wielką miłość. Buźka!