MY LIFESTYLE OPINIE I Q & A

Dlaczego poszłam na psychologię?

Kiedy w październiku przyjrzałam się programowi drugiego roku polonistyki, zrozumiałam, że jeśli dłużej tam zostanę, nie będę mogła prowadzić swojego życia tak, jak to robiłam do tej pory. Z przyjemnością przeszłam przez pedagogikę, psychologię, gramatykę opisową i łacinę, ale literatura staropolska podcięła mi skrzydła już w pierwszej sesji zimowej. Tymczasem stałam przed czymś jeszcze większym: literaturą oświecenia i literaturą romantyzmu, literaturą dwudziestolecia międzywojennego, literaturą dla dzieci i młodzieży oraz wstępem do literatury współczesnej po roku 1945 – i to wszystko było programem na nadchodzące dwa semestry.

Nie chciałam rezygnować ze swojej pracy. Ani z planów prowadzenia bloga. Ani – tym bardziej – z książek psychologicznych, które czytałam z prawdziwą namiętnością. Nie wyobrażałam sobie, bym mogła je porzucić na rzecz Kochanowskiego, Mickiewicza i Staffa.

To był dla mnie pierwszy impuls.

TYPOWA HUMANISTKA

Zawsze wydawało mi się, że kocham czytać książki i dlatego nadaję się na polonistykę. Co więcej, dopóki w trzy dni nie postawiłam bloga, święcie wierzyłam w swoje niepodważalne zdolności humanistyczne, których nie należy kalać żadną wyższą matematyką. Teraz na świat patrzę zupełnie inaczej i widzę przede wszystkim trzy rzeczy.

Po pierwsze: jestem słuchowcem, więc doceniam raczej pozakołderkową formę zdobywania wiedzy. Informacji podanych w podręcznikach nie zapamiętuję więc z taką skutecznością jak przystało na osobę studiującą literaturę. :)

Po drugie: może jestem nieco krągła tu i tam, ale też energiczna i od siedzenia w domu po prostu dostaję do głowy. Nie mogę więc spędzać wszystkich wieczorów i poranków z nosem w książkach.

Po trzecie: to prawda, że jako nastolatka przez pewien okres czytałam jedną książkę dziennie, ale to nie literatura piękna najbardziej mnie fascynowała. Wśród moich ulubieńców znalazł się Pamiętnik narkomanki czy Chuda. O historiach ludzi, walczących z rozmaitymi problemami psychicznymi przeczytałam wszystko, co znalazło się w miejskiej bibliotece młodzieżowej. Zwierzenia nastolatki, która w dzieciństwie była molestowana seksualnie przez jednego z członków rodziny? Pewnie. Opowieść o 15-letnim chłopcu uwikłanym w związek z nauczycielką? Chętnie, czemu nie.

Przerobiłam takich pozycji kilkadziesiąt i do dziś mam całkiem pokaźną kolekcję. W drugiej klasie gimnazjum umiałam już odróżniać bulimię od anoreksji i kokainę od amfetaminy. Z książki Marka Kotańskiego, założyciela Monaru, dowiedziałam się też, dlaczego dobre serce nie wystarcza, by pomóc komuś wyjść z nałogu. Pamiętam też, jak mój felieton na temat nastolatek w ciąży wisiał na stronie głównej portalu Interia360, a pod nim toczyła się zażarta dyskusja, licząca kilkadziesiąt komentarzy. Nikt nie wiedział, że pisałam go z pozycji gimnazjalnej rówieśniczki, a nie szkolnego pedagoga.

Czy ktoś tutaj widzi urodzoną nauczycielkę polskiego? Bo ja tu widzę coś zupełnie innego. :)

DLACZEGO TRZYMAŁAM TO W TAJEMNICY?

Co będzie, jeśli się nie dostaniesz? Musisz mieć plan B. Dlaczego akurat Warszawa? Z Krakowa masz bliżej do domu. Na pewno chcesz studiować na UJ? Mówiłaś, że już nigdy nie wybierzesz się na tą uczelnię. Nie boisz się, że nie dasz sobie rady z biologią? Przecież nienawidziłaś jej w liceum. Co ty w ogóle zamierzasz po tym robić? Nie wyobrażam sobie ciebie w kitelku. Psychoterapia małżeńska? Przecież ty nie potrafisz nawet kontrolować własnego faceta. Natalko, ty się nie znasz, słuchaj starszych od siebie. Natalko, ty nie jesteś umysłem ścisłym, tylko humanistką. Natalko, jeszcze dziesięć razy zmienisz zdanie i… 

Bałam się tych pytań i tych komentarzy, nie chciałam ich słuchać ani na nie odpowiadać. Wiele razy słyszałam, że to dziecinne i głupie, i że jestem złym człowiekiem. A ja z każdym kolejnym dniem, z każdą kolejną kłótnią, zamykałam się w sobie jeszcze bardziej. Nie mogłam uwierzyć, że ludzi tak silnie może zżerać ciekawość, by gotować się ze złości i zarzucać mi niedojrzałość. Wydaje mi się, że sama posiadam w sobie bardzo dużo taktu i ogrom wyrozumiałości – nie drążę, gdy wiem, że ktoś nie chce o danej sprawie rozmawiać. I – niestety – od innych oczekuję takiej samej postawy.

Wielokrotnie słyszałam też zarzuty pod swoim adresem z powodu trzymania wszystkiego w sekrecie również przed rodziną. Co prawda, nigdy nie ukrywałam się ze swoimi zainteresowaniami i często opowiadałam o swoich nowych artykułach i ksiażkach, które czytam, ale to nie było to samo, co snuć długie rozmowy o mojej przyszłości. Taka już jestem: bardzo dużo mówię i chętnie radzę się innych, ale największe decyzje w swoim życiu zawsze podejmuję sama. Dla niektórych to wciąż niedopuszczalne, bym sama mogła wiedzieć, co dla mnie najlepsze.

ZA DOBRZE SIEBIE ZNAM

Wiecie, jaka jest różnica pomiędzy najbliższymi i dalekimi znajomymi i dlaczego chętniej rozmawiamy o ważnych sprawach z obcym mężczyzną w pociągu do Gdańska niż z najlepszą przyjaciółką z pokoju obok? Dlatego, że ci, którzy są z nami na co dzień, mocno przeżywają nasze życie. Wiedzą o przyczynach pewnych zachowań i będę obserwować konsekwencje naszych działań. Jeśli powiesz koledze z pracy, że masz jakiś problem, on wysłucha, doradzi i odejdzie do swoich spraw. Rodzic, przyjaciel, partner – będzie myślał o Tobie jeszcze długo potem, ponieważ jesteś ważnym elementem jego codzienności.

Wiedziałam, że pytania wynikają z troski, ale ja nie chciałam nikogo obarczać swoimi obawami i ewentualną porażką oraz obowiązkiem przypominania mi, że zamiast pisać artykuły, powinnam czytać klucze matur z polskiego. Teraz wiem, że można mi ufać. Dopięłam swego. Znam siebie doskonale. Rozmowy na ten temat w niczym by mi nie pomogły, a jestem przekonana, że mogłyby zaszkodzić, odebrać mi pewność siebie na maturze albo sprawić, że zamiast siedzieć nad angielską gramatyką, rozważałabym wszelkie za i przeciw i raz po raz zerkałabym na progi punktowe poszczególnych uczelni. 

CO DALEJ?

Minęło sporo czasu od grudnia, teraz o wielu sprawach mogę mówić już głośno, bo na tyle upewniłam się, co do słuszności moich działań, że nie boję się krytyki. Naprawdę wiem, co robię. Nawet jeśli się potknę raz czy dwa albo zawrócę na porzuconą definitywnie drogę, to nigdy nie jest czas zmarnowany. Gdyby był, czy poprawiłabym maturę o kilkadziesiąt procent? :)

Oprócz części osobistej, chciałabym Wam dać też tak zwany wartościowy content. Ze wszystkich nauk świata, psychologia interesuje mnie najbardziej – zwłaszcza psychologia relacji i związków damsko-męskich. Nie potrafię znieść myśli, że ludzie ranią siebie nawzajem, ponieważ brakuje im pewnej wiedzy o sobie nawzajem. Będziemy to zmieniać – razem, dobrze? :)

Od października nic już nie będzie takie jak dawniej. Będzie lepsze.

You Might Also Like