MOTYWACJA MY LIFESTYLE

Istnieje tysiąc powodów, żeby mnie nie lubić.

Kilka tygodni temu siedziałam na uczelni z jednym z moich kolegów i próbowaliśmy się razem pouczyć. Opowiedzieliśmy sobie kilka anegdot, trochę się pośmialiśmy, zjedliśmy po batonie. Później gdzieś w rozmowie odniosłam się do sytuacji sprzed kilku miesięcy, kiedy dostałam trochę po głowie od naszego znajomego. Powiedziałam, że zrobiło mi się przykro.

Wtedy on zapytał, jak to jest możliwe, że są ludzie, którzy mnie tak po prostu nie lubią bez żadnych konkretnych powodów. Uśmiechnęłam się tylko i odpowiedziałam:

– Istnieje tysiąc powodów, żeby mnie nie lubić. Sama byłabym w stanie wymienić co najmniej kilka. Czasem ktoś mnie nie lubi, bo mam wredny wyraz twarzy. Czasem dlatego, że otwarcie mówię to, co myślę i nie ma dla mnie tematów tabu. Czasem ktoś mnie nie lubi, bo wyrządziłam mu przykrość i nie dało się tego odkręcić. Zdarza się.

Jesteśmy tylko ludźmi.

ALE TO JEST MOJE ŻYCIE.

Raz na kilka miesięcy ktoś mówi mi: Słaby z ciebie będzie psychoterapeuta. A mnie się wtedy strasznie chce śmiać, bo wiecie – ja przecież jestem dopiero na początku drogi: czeka mnie jeszcze ponad pięć lat studiów, rok praktyki w zawodzie i cztery lata szkoły psychoterapeutycznej. Ale niektórzy lubią bawić się w wizjonerów i już dziś określać, kim ja, Natalia, będę za dziesięć lat i jak przebiegnie moja kariera. Ja bym chciała przynajmniej dożyć tego momentu.

Jestem kombinacją tego, co widzicie na różnych kanałach. Dużo się uczę, to prawda. Często biegam i dużo gadam o swoim niedoskonałym wyglądzie, choć zapierająca dech w piersiach figura nie należy do moich priorytetów. Lubię się wygłupiać, skakać po łóżku, śpiewać, choć fałszuję obłędnie. Lubię się nie śpieszyć, ale moje życie w 90% składa się z pracy. Nie mam czegoś takiego jak czas wolny. Zawsze jest coś do zrobienia. Jeśli nie na dziś, to na zapas.

Ale nie mam ochoty, by ktoś mnie w tym wszystkim pouczał i mówił mi, jak mam żyć. Straciłam cierpliwość do ludzi. Mam dosyć pokory, dosyć przyjmowania wszystkiego na klatę. Nie mam cierpliwości do ludzkiej zazdrości, do tłumaczenia, do usprawiedliwiania się. Szlag mnie trafia, gdy ktoś zarzuca mi złe intencje.

W życiu przeżywamy tak wiele osobistych tragedii, że szkoda czasu i energii, by jeszcze szukać problemów tam, gdzie ich nie ma. 

LUBIĘ SIEBIE.

Lubię siebie przede wszystkim. Dobrze mi ze sobą.

Nie jest mi smutno przez siebie samą. Nie umniejszam swoich sukcesów. Jestem z siebie zazwyczaj zadowolona, wstaję z uśmiechem. Nie jestem typem depresyjnym, nie wmawiam sobie, że nie jestem nic warta, że nic nie znaczę. Myślę o sobie, że jestem całkiem fajna. Lubię siebie i wiem, że zasługuję. Na miłość, na szczęście, na to, by ktoś mnie kochał do szaleństwa i robił mi herbatę, gdy widzi, że siadam do koputera.

Ja sobie nic złego nie robię. Weekend zawsze brzmi dla mnie jak coś fajnego. Tu jakaś książka, tu jakieś pisanie, tu uczenie się rzeczy, które mnie fascynują, tu długie wybieganie. To jest fajne życie, to moje życie. To życie, które lubię.

Jeśli jest mi przykro kiedykolwiek – to przez ludzi. Przychodzą i mówią, że jestem kimś złym. No cóż, ja się z tym nie zgadzam. 

W takich chwilach naprawdę mam ochotę zaszyć się w domu i żyć sama ze sobą.

W takich chwilach wiem, dlaczego czasem wolę bieganie od tańca towarzyskiego albo wieczór z WordPressem zamiast imprezy.

NIE JESTEM SWOIM PRZYSZŁYM ZAWODEM.

Czasem wygłupiam się, że psycholog to taki trochę adwokat diabła. Na pewnym poziomie zaawansowania – i nie mówię tu o poziomie wiedzy, ale o poziomie zrozumienia i empatii – okazuje się, że zaczynamy usprawiedliwiać wszystkich po kolei, jak leci, ze wszystkiego. Dopiero z czasem do tej skrajności człowiek nabiera dystansu.

Więc ktoś miał gorszy dzień, ktoś miał ciężki okres, ktoś miał trudne dzieciństwo, tak? I tym mam tłumaczyć tych, którzy nie potrafią liczyć się ze słowami? No cóż, nie wszystko wychodzi mi tak, jak chciałabym. Ale się staram. Wobec siebie jestem w porządku. Nie widzę więc powodów, by dla kogokolwiek się zmieniać. Nie wszyscy musimy się lubić. Nie jest nakazane, by dogadywać się na siłę.

Moje życie prywatne na zawsze pozostanie moim życiem prywatnym. Jeśli coś mnie zaboli, to mnie zaboli i żadna analiza ani wywiad środowiskowy tego nie zmieni. Gdy ktoś mnie zrani, to mnie zrani i basta! A jak jakieś wydarzenie zmasakruje mi psychikę, to mi zmasakruje.

Gdzieś są granice. Moje granice. I to ja wyznaczam, jak daleko można się posunąć.

Dlatego nie przejmuję się tym, że są ludzie, którzy mnie nie lubią. Jestem tylko człowiekiem i oni też są tylko ludźmi. Mają prawo być źli, czuć zazdrość albo irytację. Mają prawo mnie nie znosić. A ja mam prawo być tym, kim chcę.

A ja nie chcę się zmieniać.

You Might Also Like