STUDIA

Jak NIE mieszkać w Krakowie?

Jak znaleźć mieszkanie w Krakowie?

Nie wierzę w pecha. Nigdy nie mogłam się pogodzić ze stwierdzeniem, że jedni po prostu go mają, a inni nie. Zawsze natomiast głęboko wierzyłam, że mamy wpływ na to, co jest konsekwencją naszych decyzji. Nie możemy zmieniać skutków. Ale możemy je przewidzieć. Nie jesteśmy w stanie odwrócić biegu wydarzeń w sytuacjach losowych. Dopóki jednak sprawy leżą wciąż w naszych rękach – mamy moc kreowania własnej przyszłości.

PANI JUŻ TU NIE MIESZKA.

Pierwsi właściciele, z którymi zetknęłam się w Krakowie, wyrzucili mnie z mieszkania w samym środku sesji zimowej. Właściwie zrobiła to matka właścicielki – dlaczego rodzice zarządzają mieszkaniami swoich córek, tego do tej pory zrozumieć nie mogę. Powód względny? Znak drogowy, który koledzy podnieśli z chodnika ulicę obok i przynieśli do klatki schodowej i groźba wyrzucenia nas, jeśli nie zechcemy zapłacić 500-złotowej kaucji w ciągu najbliższych sześciu godzin, na który to warunek nie mogłam i nie chciałam się zgodzić. Powód prawdziwy? Brak podpisanej umowy najmu.

Dlaczego nie miałam umowy? We wrześniu właściciele poinformowali nas, że jeśli chcemy mieć umowę, musimy pokryć koszty pracy notariusza – i płacić dodatkowe 50 zł miesięcznie za pokój. Zrezygnowałyśmy od razu. Kto chciałby wyrzucić biednych studentów na bruk?

2ZCTPUPPBJ

BO JAK NIE MY TO KTO?

Moja przyjaciółka ma przyjemność mieszkać w bardzo, bardzo starym mieszkaniu, w którym stopniowo, tydzień po tygodniu – wszystko się rozpada. Zaczęło się od pralki, którą hydraulik wciąż na nowo usiłuje naprawić – a gdy mimo jego interwencji, maszyna wciąż się psuje – nie odbiera telefonów. Kosztem naprawy właściciel oczywiście chciał obarczyć lokatorów.

Następnie zatkała się rura odpływowa w wannie i woda zalała mieszkanie sąsiadki. Wrócił z wyceną szkód na 1500 zł i dwóch tygodni do zapłaty – sam nie zamierzając maczać w tym palców. Gdy przyjaciółka słodko zapytała, co z ubezpieczeniem mieszkania, odpowiedział pokornie… że mieszkanie nie jest ubezpieczone. Kto by się przejmował?

Kilka dni później właściciel zadzwonił do swoich najemców z informacją, że w noc imprezy zostało wysłane zgłoszenie do policji, która – zamiast zapukać do drzwi potencjalnych przestępców – pojechała do jego własnego domu i wystawiła mandat na 2500 zł. Wersja właściciela kontra rzeczywistość? Po telefonie do spółdzielni okazało się, że zgłoszenie, owszem, było, ale policja wystawiła jedynie upomnienie. O mandacie mowy nie było.

„Gdzie pani znajdzie takich lojalnych i uczciwych właścicieli jak my?” – pytali, gdy kiedyś przypadkiem uczestniczyłam w ich rozmowie.

U2HE5FVLQ0

JA JESTEM WIARYGODNA.

Liczba mnoga w swoje „właściciele” nie jest przypadkowa. To mieszkanie również należy do córki szalonej kobiety, z którą na co dzień mam do czynienia. Młodej Magdaleny, ponoć prawniczki, nigdy nie widziałam na oczy. Dokumentu pośrednictwa – też nie. Ulubione słowo jej matki? „Wiarygodna”. Ja jestem wiarygodna, moje współlokatorki są wiarygodne, wszyscy, którzy robią nas w bambuko – też są wiarygodni.

Umowa? Bez okresu wypowiedzenia. Media? Rozliczane według obliczeń matki. Rachunki? Zapomnij, że możesz je zobaczyć. Właścicielka przecież jest wiarygodna. Jak możesz jej nie zaufać na słowo? Jaką podłogę kładzie się w mieszkaniu pod wynajem? Oczywiście panele w kolorze mahoniu. Trzeba tylko mówić, że to drewno mahoń, a nie kolor – wtedy z zarysowań na panelach ściągniesz więcej pieniędzy od naiwnych studentów.

Wchodzenie do mieszkania pod naszą nieobecność? A gdybyś umarł? Kto inny Cię uratuje jak nie wiarygodni właściciele. Nie chcesz dywanu? Nie szkodzi. Właścicielka kupi nowiutki, brudny już od pierwszej chwili dywan w panterkę – podzieli go specjalną maszyną zwaną nożyczkami na cztery części i każdą część rozłoży w innym pokoju. Wersalka, z której się sypie? Jest nowa. Jak zepsujesz, to będziesz płacił – i nigdy nie odzyskasz kaucji zwrotnej.

Mogłabym bez końca wyliczać te grzechy mojej włascicielki.

15134A07A3

CAŁA PRAWDA O KRAKOWIE

Rozmawiałam z osobami mieszkającymi w innych miastach i z tymi, którzy mieszkania w Krakowie wynajmują od niedawna. Nieustannie spotykam się z niedowierzaniem. Bo skoro od mojej studenckiej przeprowadzki minął dopiero rok, a ja mieszkałam już w trzech różnych miejscach w Krakowie, zmieniałam pokoje, ceny, współlokatorów – to albo ze mną jest coś nie tak, albo z tymi, z którymi robię interesy. Jak pisałam na początku – nie wierzę w to, że można mieć pecha. Z moich obserwacji wynika, że na naszym, studenckim niedoświadczeniu dorośli i majętni próbują zarobić jak najwięcej. I tak będzie zawsze – bo dopóki Ty sam siebie nie zaczniesz szanować, nikt nie będzie miał powodu, by szanować Ciebie.

Czy możemy coś z tym zrobić? Możemy – ale będzie to wymagało pewnego trudu. Począwszy od tego, by bezwzględnie podpisywać umowy najmu i nie wierzyć nikomu „na gębę”, przez uważne sprawdzanie tego, co czytamy, zadawanie pytań i radzenie się… rodziców. Szkoła życia nas nie nauczy, a wielu problemów można uniknąć, gdy tylko skorzystamy ze wsparcia kogoś, kto lepiej się zna na rzeczy.

Nie każdy z nas wpadnie na to, że ważny jest okres wypowiedzenia, zwłaszcza przy podpisywaniu dokumentów na czas określony – w przeciwnym razie jesteśmy związani z miejscem na długi, długi czas bez względu na okoliczności. Niewielu z nas zadaje sobie też trud, by ustalać wysokość opłaty za media – przynajmniej mniej-więcej – i by okazanie rachunków przez właściciela było kwestią bezsporną. Nie znając prawa, nie wiemy, co się stanie w przypadku niezawinionego zepsucia sprzętów oddanych do użytku. To również powinien regulować dokument przez nas podpisywany. I czym są zniszczenia użytkowe. I że czynsz przesyłamy na konto właściciela indywidualnie – aby każdy z nas miał dowód wpłaty.

BĄDŹ CZUJNY.

O ile wiem, że ludzie rzeczywiście bywają różni – o tyle jestem pewna, że o własne szczęście każdy z nas jest w stanie zadbać. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać i węszyć – bo realnym problemem nie są sami wykorzystujący nas ludzie, ale to, że dajemy się wykorzystywać. Brak wiedzy i umiejętności wyczucia – kiedy, kto, gdzie i w jaki sposób zechce zagrać na naszej naiwności doprowadza właśnie do takich sytuacji jak te wymienione powyżej. Można się nie dać. Ominąć wyrwę – jak napisałby Covey. Ale dopiero i jedyne wtedy, gdy już wiesz, gdzie się znajduje. Zamiast liczyć na szczęście – działaj i walcz o swoje – do ostatniej kropli.

You Might Also Like