MOTYWACJA RELACJE

Każdy z nas ma coś z głową.

Na co dzień wydaje nam się, że jesteśmy całkiem normalni. Mamy normalne rodziny, normalną pracę, normalne pasje i normalnych przyjaciół. Nasza codzienność ma podobne odcienie szarości, w związkach kłócimy się o ciągle o to samo, marzymy o typowych wakacjach na rajskiej plaży, ewentualnie nad Bałtykiem. Pragniemy i dążymy do normalności, jakby miała się stać naczelną wartością naszego życia.

W rzeczywistości jesteśmy równie normalni jak Dursleyowie.

Możesz być przystojnym, uśmiechniętym singlem z dobrze prosperującym biznesem albo szczęśliwą, zaręczoną trzydziestolatką, snującą wizje ślubu jak z bajki. Możesz pochodzić ze skromnej, wielodzietnej rodziny i utrzymywać cudowne kontakty z rodzeństwem albo być bogatym jedynakiem, wychowanym w poczuciu bezpieczeństwa i przekonaniu, że warto się dzielić z innymi. Mogłeś przegapić okres młodzieńczego buntu, omijać szerokim łukiem nawet gabinet pedagoga, trzymać się z dala od chorób przewlekłych i nigdy nie mieć problemów z samooceną.

To nie ma znaczenia.

I tak każdy z nas ma coś z głową.

MITY I STEREOTYPY.

Na temat psychologii słyszałam już tysiące teorii. Wśród nich króluje przeświadczenie, że w czasie wolnym każdy student poświęca się analizie gestów i mrugnięć swoich znajomych, co czasem bawi, a czasem wywołuje w nas żądzę mordu. Jednak to, co najbardziej zastanawia, to przekonanie, że ten kierunek obierają głównie osoby, które mają ze sobą problem. Bo coś w tym jest. 

Spotykałam na swojej drodze różnych ludzi. Ktoś wdał się w romans z nauczycielką. Ktoś pisał ze mną na gadu po amfetaminie. Komuś innemu lekarze nie dawali szans na przeżycie. Każda z tych osób ma prawo wybrać taki kierunek, jaki chce. Również psychologię. Ma prawo dzielić się doświadczeniem, ma prawo szukać siebie, ma prawo zrozumieć, co z nią jest nie tak.

Bo prawda jest taka, że każdy z nas – studiujący, pracujący, w związku, single, biedni, bogaci, jedynacy i z kochającym rodzeństwem – ma problemy. Nie zawsze psychiczne, czasem tylko emocjonalne. Ale my, ucząc się o różnych typach tych zaburzeń, zazwyczaj po prostu zdajemy sobie z nich sprawę. Jesteśmy bardziej świadomi.

O całej reszcie wiem jedno.

IM DALEJ W LAS, TYM WIĘCEJ DRZEW. 

Każdy z nas ma swój czas burzy i naporu. I musi go przeżyć, narobić głupot, czasem przez gniew i beztroskę, a czasem z naiwności i dobrych chęci. Błędy uczą nas życia, smaku goryczy i słonych łez, odpowiedzialności za siebie i kiedyś – za te maleńkie istoty.

Wszelkie próby uniku kończą się dotkliwą klęską. Rodzice dumni ze swoich pilnie uczących się córeczek i synków, których nie interesują dziewczyny i alkohol, przecierają oczy ze zdumienia kilka miesięcy po ich maturze. Im dalej w las, tym więcej drzew. Im później zapragniesz się wyszaleć, tym straszniejszych dopuścisz się czynów. Tym gorsze poniesiesz konsekwencje.

Możesz popalać za szkołą w gimnazjum, a potem zostać cenionym lekarzem. Możesz mieć romans z nauczycielką i wyrosnąć na porządnego faceta, kochającego męża i dobrego ojca. Możesz spróbować amfy, mając piętnaście lat i jako dorosły pomagać narkomanom wyjść z nałogu. Wszystko ma swoje konsekwencje. Ale żaden mało rozsądny czyn nie określa nas definitywnie jako dobrych lub złych ludzi raz na zawsze.

Bo przecież możesz przez całą młodość być świętym i nie przyznawać sobie prawa do błędów, a potem kompletnie się rozpić i przez pięć lat udawać, że kończysz studia, w rzeczywistości siedząc na pierwszym roku. Albo zajść w ciążę z kimś obcym, ledwo go poznać, dać sobie szansę, wziąć ślub i zakończyć małżeństwo po roku. Albo kupić motor, rozpędzić się choć raz w życiu, owinąć wokół słupa, ponieść śmierć na miejscu.

Im dalej w las, tym więcej drzew. Jako dorośli też robimy cholerne głupoty.

DLATEGO KAŻDY POWINIEN MIEĆ WŁASNĄ TERAPIĘ.

Przez nieudolny żart mojego taty, który wcisnął mnie, ufnemu dziecku, kit, że mały pomidorek to w rzeczywistości gruszka, nabawiłam się takiej awersji pokarmowej, że nienawiść objęła również sok – multiwitaminę, którym go popiłam, bo był pod ręką. Nienawidziłam pomidorów. Tak mocno, jak nienawidziłam biegania. Dopóki nie stało się moją terapią.

Życie to nie tylko dar. Życie to ryzyko. Cudowne dzieciństwo nie jest gwarancją normalności. Spokojna młodość nie zapewni nam komfortu psychicznego. Przez całe życie borykamy się z sytuacjami, które mają na nas wpływ, które nas kształtują, odciskają na nas piętno. Czasem przyciskają nas do ziemi, łamią nam kręgosłup, odbierają głód doświadczeń, balansują na granicy człowieczeństwa. Czasem to tylko błędy, porażki i wyrzuty sumienia, które odbierają nam pewność siebie i dobre zdanie na swój temat na wiele długich miesięcy.

Przez całe życie borykamy się z problemami. Ktoś robi nam krzywdę. Ktoś nas odrzuca. Ktoś o nas zapomina. Komuś wyrządzimy przykrość. Kogoś odepchniemy. Kogoś pominiemy. Czujemy się źle i nie zawsze wiemy, jak sobie z tym poradzić. A czasem nawet nie wiemy, co właściwie nam dolega.

Dlatego każdy powinien mieć własną terapię. Bieganie. Pamiętnik. Rozmowę. Ciepłe osoby wokół siebie. Dużo ciepłych słów. Czas dla samych siebie. Spokój, regenerację i introspekcję. By nigdy, ale to nigdy, nie zamknać się w sobie na zawsze. By nigdy, ale to nigdy, nie zasmucić się aż po wielki kryzys. By nigdy, ale to nigdy, nie stracić do życia dystansu.

You Might Also Like

  • Frodo Frodzinsky

    Ze stwierdzeniem o potrzebie wyszumienia się w młodości trudno się nie zgodzić. Sama prawda! O swego rodzaju terapiach wspominałaś też przy okazji innych tekstów. Co prawda wtedy chodziło o trochę inne potrzeby, bardziej przyziemne, umilanie sobie życia drobnostkami, ale według mnie można to spiąć razem. Wszystko to robimy, by pozostać sobą, nie wpaść w emocjonalną skrajność.