CYKLE MOTYWACJA

Ktoś zupełnie inny #6

Ktoś zupełnie inny #6

Pędziliśmy samochodem przez okoliczne wioski. Słońce rozświetłało przestrzeń wokół, podsycało intensywność barw i wielkość przestrzeni. Stary, czerwony Ford Fiesta na wyboistej drodze mocno mną telepał. Jego głośno pochrapywanie paradoksalnie dawało mi poczucie bezpieczeństwa.

Byliśmy razem i było nam spokojnie jak nigdy dotąd.

Po bokach mijaliśmy krajobrazy zielono-złotych pól, odgrodzonych od szosy długim rzędem wysokich drzew. Ten zielony tunel z dala od miasta zawsze go zachwycał. Mówił: Zobacz – i milkł na nowo, zachłyśnięty pięknem świata. Po chwili puszczał radio i ciszę wypełniała muzyka – balladyczna, epokowa, przepełniona baśniowością. Na starych kasetach zapisywał historię wyłożoną hymnami jego młodości.

*

Nie potrzebowaliśmy zbyt wielu słów, by siebie rozumieć.

Czasem, gdy nie było z nami nikogo w środku i nikogo wokół, zwiększał prędkość powyżej dozwolonej, uśmiechając się diabolicznie i zerkał na mnie, by sprawdzić moją reakcję. Nic wtedy nie mówiłam. Posyłałam mu tylko jedno, łagodne spojrzenie i znów patrzyłam na drogę. I już – uśmiechaliśmy się oboje do przedniej szyby.

Naginanie zasad sprawiało mu zawsze ogromną przyjemność. Był wtedy jak mały chłopiec, którego przez lata dokarmiał w głebi ducha. Po chwili znów zwalniał, bo taki już był – nigdy nie zaryzykowałby czyjegoś życia dla własnej, egoistycznej satysfakcji.

Czasem potrzebował od życia odrobiny szaleństwa. I zaufania tych, którzy znali go najlepiej.

*

Kochałam się po cichu w jego opowieściach z dzieciństwa. 

Mówił o zimach i siarczystych mrozach. O tym, jak pod kołdrą z kurzego pierza kładł wieczorem rozgrzaną cegłę, by studziła się, grzając mu posłanie. O drewnianych, nieszczelnych oknach. O połaciach pełnych śniegu. 

Ktoś zupełnie inny #6

Mówił o piecach, które gromadziły gawiedź. O tym, jak na rozgrzanej płycie kładło się suchy chleb, a on podpiekał się na rumiano. Można go było delikatnie posmarować masłem, a potem na stwardniałych okruszkach formujących kromkę rozsmarować ząbek czosnku.

Mówił o sierpniu i kwitnącym sadzie. O zrywaniu porzeczek i zbieraniu żniw. O tym, jak wracając z rodzeństwem pachnącą kurzem drogą, spotykał dzieciaki z sąsiedztwa. I już po chwili szli w jedną stronę – by razem dokończyć wiązanie zboża.

Mówił o drzewie, którego rosłe gałęzie sięgają okna na piętrze i o porankach rozpoczynanych pianiem koguta. O tym, jak skrzypi wielka, drewniana brama i jak smakuje miód prosto z ula. O tym, jak wielką frajdę ma chłopiec skaczący wprost na bale siana z belki pod stropem stodoły. I o tym, jak piękna jest Droga Mleczna, gdy można oglądać ją z ławki przed domem z dala od miejskich świateł.

Pewnego dnia już zawsze będę wspominać to wszystko w jego imieniu.

*

Czasem wchodziłam do pokoju, kiedy już leżał. Było ciemno, telewizor mrugał niebieskim światłem. Nie spał. Podchodziłam cichutko, kładłam rękę na jego ramieniu, dawałam mu całusa w policzek i szeptałam:

– Kocham cię.

Ktoś zupełnie inny #6

Odpowiadał zawsze po chwili, jak gdyby chciał zatrzymać na dłużej ten moment, który zdarzał nam się zbyt rzadko. Oboje byliśmy przecież tylko dwójką ludzi zagubionych w świecie, którego nie rozumieliśmy. Musieliśmy więc ukryć wrażliwość, jaka została nam dana – pod płaszczem zgorzkniałości, szorstkości i władzy.

– Ja też cię kocham – zwracał mi pośpiesznie całusa i znów zaszywał się w skorupie.

Po tych słowach wychodziłam z pokoju najszybciej jak mogłam – by nigdy nie zobaczył moich łez wzruszenia.

*

Dał mi jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakie ojciec może dać dziecku. Podarował mi imię.

Na zdjęciach z mojego dzieciństwa tuli mnie delikatnie do policzka – tę małą istotkę w białej czapeczce o wytrzeszczonych, ciemnoniebieskich oczach. I wiem, że tańczy, wiruje ze mną po pokoju – tak, jak to robił setki razy wśród wspomnień, które pamiętam jak przez mgłę. Trzymając mnie na rękach, z każdym dniem coraz większą, śpiewał mi do ucha:

– W podróży bez powrotu, gdy ostrzej zaciął wiatr, ty mi pomogłaś wygrać z losem… Czekałaś na mnie w progu i twój nieduży świat był mi wytchnieniem, był nadzieją… O, Natalie, masz przed sobą świat piękniejszy, lepsze dni… To twój czas i twoje miejsce, Natalie… O, Natalie, jeszcze się nauczysz żyć, jeszcze drogę swą wybierzesz, Natalie, lecz gdy otrzesz pierwsze łzy, tak jak teraz, będę blisko…

Ktoś zupełnie inny #6

*

Wciąż mogę usiąść na kanapie i przytulić się do niego w ciszy. I on wciąż może objąć mnie niezdarnie, coraz bardziej przyzwyczajony do mojej siły. I do tego, że teraz to ja – jestem blisko niego.

Już wkrótce znów ustalimy, kto tym razem zrobi herbatę – i znów wypadnie na niego. Rano wstanie najwcześniej i przyniesie z piekarni świeże bułki i dżem. A wieczorem wróci z pracy z orkiszowym chlebem, który zjemy jak zawsze – przy blacie w kuchni, na stojąco, krusząc na wszystko, co znajdzie się w zasięgu naszych rąk i zębów.

Wciąż mamy to wszystko dla siebie. Wciąż na nic nie jest za późno. Wciąż mogę siedzieć obok i coraz bardziej nim przesiąkać – jego charakterem i sposobem bycia, jego gestami, żartami i sercem. Wciąż mogę złościć się i na nowo podziwiać – ten trudny sposób w jaki postanowił nas kochać.

Wciąż mogę mówić: Kocham cię, tato. I cieszyć się, że wciąż mnie słyszy.
To o wiele łatwiejsze, niż mówić: Żegnaj. I wiedzieć, że nie usłyszy mnie już nigdy. 


„Ktoś zupełnie inny” to 10-częściowy cykl opowiadań, który udowadnia, że każdy z nas może mieć życie jak z oscarowego filmu. Motywuje, inspiruje, pozostaje na zawsze w pamięci.

Pozostałe części: #1, #2, #3, #4, #5, #7.

You Might Also Like