MOTYWACJA

MOJE PORAŻKI

Był taki moment w lipcu, gdy myślałam, że wszystko w moim życiu zaczęło się układać. Bardzo duże wydawnictwo zgodziło się przyjąć i ocenić projekt mojej książki, znajomy menager zaproponował mi współpracę muzyczną w charakterze tekściarki, dostałam sporo ciepłych słów na temat mojego bloga od ludzi z branży, koleżanka zoferowała pracę w zagranicznym magazynie dla kobiet.

No, spełnienie wszystkich możliwych marzeń. Lepiej być nie mogło, co?

Przyszedł nawet taki moment, gdy zaczęłam się bać. Bo przecież życie nie dziala liniowo, po nocy przychodzi dzień, a po dniu – znowu noc. Bałam się więc, że za jednym zamachem uda mi się dostać na szczyt, a potem mocno i boleśnie z góry spadnę na tak zwany pysk. I to w sferze, której się nie spodziewałam – jakaś choroba, przegrana na loterii albo jeszcze coś gorszego.

Ale nic z tych rzeczy.

b740uadq1e

Wszystko zaczęło się sypać stopniowo, nie tak znowu od razu. Z magazynu nic nie wyszło. Na temat książki usłyszałam to, co zwykle – że to jest dobre, a ja mam talent, ale to się nie sprzeda. Zawiedziona taką reakcją na część poetycką mojej pracy pisarskiej, dałam sobie spokój z piosenkami, zablokowało mnie na amen i współpraca muzyczna stanęła w miejscu. A ja zostałam tylko z tym, na czym najmocniej się skupiłam.

Zostałam z Wami.

BLOG NIE JEST JUŻ MOIM CENTRUM.

W tym paśmie powodzeń znalazła się też szczęśliwa poprawa matury i studia psychologiczne. W Krakowie, a nie Warszawie, o której marzyłam. Przed wielkim sukcesem podróży rowerowej – wypadek, który odcisnął się na moim ciele kilkoma rozległymi biznami. Później Hiszpania, z której wróciłam z certyfikatem. Ale poleciałam tam sama, choć bilety… bilety miałam dla dwojga. 

Nie wszystko poszło po mojej myśli, ale to nie szkodzi. Robię swoje pomimo niepowodzeń. Nad porażkami siedzę tyle, ile zajmuje mi wyciągnięcie wniosków. Później idę dalej. Może to mój błąd, że nie mówię często o tym, co mi nie wyszło?

IM DALEJ W LAS, TYM WIĘCEJ DRZEW.

Im dalej jednak się posuwam, z tym większą niechęcią i antypatią mam do czynienia. Coraz częściej spotykam się z przekonaniem, że wszystko mi w życiu wychodzi. Zazdrość i złośliwość pożera najlepsze znajomości, a te nowe skazuje na porażkę. Teraz jesteś taką celebrytką – wytrąca mi broń z ręki. To ile już zarabiasz? przyprawia mnie o śmiech.

Nie mam sły z tym walczyć. 

62r79eoey8

Tak, sporo siedzę w domu, dużo też w ukochanej kawiarni. Czasem piszę, czasem klikam maile albo zmieniam jakieś kwestie techniczne na blogu. Bywa, że prosto z uczelni śmigam do domu tylko dlatego, by po złapaniu oddechu i wypiciu kawy przebrać się w legginsy, bluzę, wygodne buty i wyjść – w kilkukilometrową trasę.

Czy to oznacza, że tryskam endorfinami dzień i noc? Czy sądzicie, że w moim życiu kieliszek wina nigdy nie zamienia się w całą butelkę, a rano głowa mnie nie boli? Czy wierzycie w to, że nie oglądam setny raz tych samych komedii, chcąc zagłuszyć smutek, który rozbija mi jedyny wolny wieczór?

JA ŻYJĘ JAK NORMALNY CZŁOWIEK.

Robię zakupy, pranie, sprzątam kuchnię i łazienkę, wyrzucam śmieci. Potwornie lubię gotować i jeśli przez 2 tygodnie żyję w biegu i żywię się tylko pizzą w domu albo na mieście, czuję się źle – psychicznie i fizycznie. Lubię dobrze zjeść, nie unikam słodyczy, ale kocham sałatki i zupy-kremy. Myję podłogę, golę swetry, odtykam zapchany odpływ w łazience. Robię to wszystko jak normalny człowiek.

Czasem jest mi po prostu smutno. Czasem myślę o sobie źle. Czasem jestem zła na swoje uda, czasem na świat wokół mnie. Czasem mam dość ludzi, którzy we mnie nie wierzą, a czasem tych, którzy mnie kochają. Jestem zwykłym człowiekiem, a nie superbohaterem. Choć czasem mam cichą nadzieję, że jest dokładnie na odwrót.

cn063sj5el

1/10 CZY 10/100?

Są dwie ścieżki rozwoju. Pierwsza zakłada ciężką pracę nad swoimi słabościami – monotonną szlifierkę bez pewności, że zakończy się powodzeniem. Często w przekonaniu o swojej niskiej wartości i słabej przydatności dla reszty świata. Druga proponuje rozwój zamiast ograniczenia. Skupia się na talentach i umiejętnościach nabytych, nie koncentruje się na tym, czego nie można zmienić. Ja się jej po prostu trzymam.

Jest taka zasada: Jeśli tylko 1/10 rzeczy, które robisz, przynosi oczekiwany efekt, a ty chcesz by wyszło 10/10 – rób 10 razy więcej. Zrobisz 100 różnych rzeczy, 90 rzeczy ci nie wyjdzie, ale to minimum, które chciałeś osiągnąć – na pewno ci się uda, bo twoja skuteczność wynosi 10%. Tylko pracuj 10 razy ciężej.

NIE JESTEM KOBIETĄ SUKCESU.

Po prostu ciężko pracuję. Choć byłoby cudownie móc tak o sobie powiedzieć już teraz.

Nie mam poczucia, że coś wielkiego już w życiu osiągnęlam. Mam dopiero 21 lat, zaczęłam nowe studia, utrzymuję się dzięki wsparciu rodziców. Tak, jestem dumna, z tego, co robię poza studiami, ale nie sądzę, by było to wielkie, choć na pewno – ważne. Przynajmniej dla mnie.

You Might Also Like