LIFESTYLE MOTYWACJA STUDIA

Nie jestem psychologiem.

Kilka miesięcy temu jeden z moich kolegów zażartował, że w skali od zera do Korwin mam takie mocne siedem. Nawiązywał oczywiście do jego wypowiedzi na temat wielkości kobiecych mózgów i płynącego z tego wniosku, że kobiety naturalnie są głupsze od mężczyzn. Miało to mi dać do zrozumienia, że moje poglądy na temat związków wcale nie są dalekie od seksizmu. 

Tymczasem wiem, że jest inaczej.

Czasem spotykam się z zarzutem przesadnej generalizacji. Bo nie każdy tak ma, bo nie wszyscy są tacy sami, bo ty ciągle tylko my – kobiety, my – studenci, my – pokolenie Y, a przecież są wyjątki. Doskonale sobie zdaję sprawę z ich istnienia. Ale ja szukam rzadko omawianych reguł i tendencji, o których piszę w taki spoób, by otulić otuchą odrzuconych, zawstydzonych, przerażonych wyłamaniem z własnych i cudzych oczekiwań.

Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę musiała tłumaczyć, dlaczego za każdym razem nie podkreślam, że to moja subiektywna opinia, że mogę się mylić i że oczywiście są badania, które temu przeczą.

BABSKA, SZOWINISTYCZNA ŚWINIA.

Pierwszą ankietę na temat relacji damsko-męskich przeprowadziłam, gdy miałam jedenaście lat. Obeszłam wtedy wszystkie osoby z klasy, notując odpwiedzi i pytając po kolei, czy według nich całowanie się w naszym wieku jest moralne, czy nie i czy mają już jakieś w tej materii doświadczenia. Wyniki ścięły mnie z nóg – były całkowicie sprzeczne z tym, co próbowały nam wmówić autorytety. Ani rodzice, ani nauczyciele WDŻR nie zmusili nas do trzymania się podręcznikowych wyznaczników tego, co jest, a co nie jest przeznaczone dla naszego wieku.

Ten bunt wobec norm, maszerowanie własną drogą, brak wstydu w relacjach tak niesamowicie mnie zaciekawił, że z każdym kolejnym rokiem pochłaniałam coraz więcej książek o historiach nastoletnich miłości, obserwowałam rówieśników coraz baczniej i w pamiętniku robiłam coraz więcej notatek. Próbowałam dociec, co działa na mężczyzn, a co na kobiety, co nieuchronnie prowadzi do porażki, a co do wieloletnich związków. Momentami z uszami nietoperza słuchałam wszystkich plotek dotyczących tego, kto z kim się związał, kto zerwał, kto zdradził, a kto dał szansę. Potrzebowałam świeżej szamy do badań.

Dzisiaj myślę, że dobrze mi to zrobiło. Wyrosłam w przekonaniu, że miłość jest zbyt ważna, by ją kończyć przez garść nieporozumień i godziny milczenia. Ta wiara w uczucie popchnęła mnie aż na studia i przekonała, że to jest rejon, w którym chcę pomagać innym. 

KIEPSKIM BĘDZIESZ PSYCHOTERAPUETĄ.

Czasem to słyszę, a wiecie jak reaguję na taką krytykę? Zaczynam się śmiać. 

Po pierwsze, skończyłam dopiero pierwszy rok. Mam prawo do błędów. Po drugie, od psychoterapii dzieli mnie dziewięć lat studiów na UJ i w specjalistycznej szkole psychoterapeutycznej. Prawie dekada wykładów, fakultetów, ćwiczeń, egzaminów, praktyk, ankiet, konferencji, badań, statystyk, rozmów, spotkań, doświadczeń. Po trzecie, mam do sprawy dystans i ta ocena jakości wykonywanej przeze mnie pracy – niepoparta danymi z przyszłości – jest co najmniej nieobiektywna. A dla mnie prywatnie – po prostu śmieszna.

Do tego czasu mogę umrzeć. Albo zmienić branżę.

To jak oceniać, jakim ktoś będzie ginekologiem, pediatrą albo chirurgiem po pierwszej zdanej sesji. A moi znajomi z medycyny zgodnie twierdzą, że jeszcze nic nie wiedzą. Jak ocenić pracę kogoś, kto zostanie do niej dopuszczony dopiero za kilka lat? A czy to wystarczający powód, by odebrać mu do czasu praktyki zawodowej możliwość dzielenia się wiedzą na temat anatomii, którą posiadł, zanim zdążył postawić pierwszy krok na uczelni?

Jesteśmy tylko ludźmi. Pomagajmy sobie.

W JEDNYM MACIE RACJĘ.

Jeśli w sposób oczywisty popełniam jakiś karygodny błąd, proszę – zwróćcie mi uwagę. Nie ze wszystkim się zgodzę, nie na każdą krytykę odpowiem, ale nie należę do blogerów oczekujących od strony czytelników tylko treściwego feedbacku, w którym wyrażą swoją opinię na temat tekstu, a odbierają im prawo do zwrócenia uwagi na literówki i błędy gramatyczne. Ja jestem wdzięczna i za taką uwagę. Może dlatego, że dążę do perfekcji.

Tym bardziej, jeśli błąd dotyczy grubszej sprawy. Kilka artykułów wcześniej w zupełnie złym kontekście użyłam słowa „depresja”, która w konsekwencji – została przeze mnie uproszczona i sprowadzona do obniżonego nastroju. Jedna z czytelniczek poczuła się tym dotknięta i zwróciła mi uwage. Przeprosiłam, poprawiłam tekst, przyjęłam jej krytykę. Było mi wstyd, bo miała oczywistą rację i nie miałam nic na swoją obronę. 

Coś takiego jest dla mnie niedopuszczalne i nie powinno mi się w ogóle zdarzyć. Nie dlatego, że studiuję psychologię – dlatego, że wiem, jak straszna to choroba i powinnam ważyć słowa. Ale wiem też, że jestem tylko człowiekiem i czasem piszę atykuły na skrajnym zmęczeniu, na ostatnią chwilę – publikuję, nie dostrzegam błędów, idę się kąpać i spać.

 

NIE JESTEM PSYCHOLOGIEM.

Piszę do was z pozycji studentki, nie psychologa. Założyłam stronę w momencie, w którym zostawiłam polonistykę i nie miałam pojęcia, jaką ścieżkę zawodową ostatecznie będę chciała obrać, dlatego nikt wtedy nie łączył bloga z moimi studiami. Daję sobie prawo do wyrażania poglądów, przedstawiania obserwacji i edycji lub całkowitej dyskwalifikacji artykułów, które w moim systemie światopoglądowym – całkowicie się zdezaktualizowały.

Czasem dostaję od Was wiadomości z prośbą o radę w kwestii studiów albo związków. I niczego nie pomijam, próbuję Wam pomóc, bo rozumiem, że nie o wszytkim da się pogadać z bliskimi. Ale zawsze podkreślam, że piszę do Was jako studentka i nie chcę, by ktokolwiek w tej chwili zastępował sobie pomoc specjalistyczną moimi paroma słowami. Pewnie, mam doświadczenie w kilku kwestiach i chętnie coś doradzę. Ale nigdy nie stawiam siebie w roli eksperta.

Nie mam doświadczenia w zawodzie, praktyki psychologa, nie mam nawet tytułu.

SĄ SPRAWY, NA KTÓRYCH SIĘ ZNAM.

Pewna jestem tylko tego, że potrafię pisać. Niczego więcej.

Odkąd pamiętam – piszę. Artykuły, recenzje, opowiadania, szkice książek, wiersze, a jak trzeba – to nawet piosenki. Na tym się znam, w tym siedzę od lat nie tylko praktycznie, ale też mocno teoretycznie. Nie bez powodu za pierwszym razem wybrałam polonistykę. Trochę wiem o polskiej poezji i tekstach piosenek, trochę o biografiach, trochę o pozytywizmie i o tym, jak przez wieki zmieniała się rola i obraz kobiety na kartach książek – bo pisałam o tym pracę naukową jeszcze w liceum. Ale ze wszystkiego największą wiedzą mam o warsztacie pisarskim i tym wszystkim, co nazywamy teorią literatury.

Zaczęłam pisać bloga z ogromnej pasji i przekonania, że warto dzielić się własnymi doświadczeniami i obserwacjami, by pomagać innym uczyć się na cudzych błędach. Chciałam, by ludzie starali się unikać zła, którego można uniknąć – dla ich własnego dobra.

Ale minęły dopiero 22 miesiące. A ja mam 22 lata.

W MOIM ŻYCIU NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO.

Nie przepadam za definiowaniem siebie w ten sposób, ale to jedyne, co mi zostało, by sytuacja była jasna. Mogę być blogerką albo bardziej ogólnie – pisarką, ale na co dzień jestem po prostu studentką.

Nie jestem psychologiem.

Jeszcze.

You Might Also Like

  • Klaudia

    Co mi się bardzo podoba to to, że jesteś otwarta na opinię innych. Potrafisz przyznać się do błędu. To się szanuje :)

    • Po tej stronie ekranu siedzi sobie zwykły człowiek – chętny do rozmowy zawsze, gdy zje i się wyśpi. :) Wszyscy popełniamy błędy… zuchwalstwem byłoby się ich wypierać. :)

  • Tak sobie myślę, że nasz los jest bardzo podobny. Też mam bloga, też porzuciłam polonistykę na rzecz psychologii. Dzieli nas jedynie wiek, no i to że ja psychologię w tym roku zaczynam.
    Czesto boję sie opublikować tekst, bo martwi mnie, że będę przez to postrzegana jako ta najmądrzejsza i wszechwiedząca. A to właśnie wcale tak nie jest! Jak wspominałaś w poście – chodzi o dzielenie się własnymi przemyśleniami, by innym tylko ułatwić.
    Pozdrawiam Cię ciepło, pisz dalej, bo lubię tu zaglądać :)

    • Też tak miałam na początku. Pamiętam takie wpisy, które czekały na publikację przez kilka tygodni, bo bałam się kogoś urazić albo źle wypaść. Teraz już się tak nie przejmuję :). Jeśli występujesz z pozycji pokory, zawsze da się wszystko wyjaśnić, naprawić i odkręcić, gdyby coś miało zostać źle odebrane. :)
      Dzięki i duże buzi! <3

    • Frodo Frodzinsky

      O czym piszesz na blogu? Koniecznie podaj do niego link! Z chęcią wpadnę i poczytam. ;)

  • Frodo Frodzinsky

    Jedyne co mam do powiedzenia, to nie przejmuj się błędami, bo każdy je popełnia. Nie ma nic w tym złego, tak długo jak wyciągasz z nich wnioski, uczysz się na nich i nie popełniasz ich drugi raz. Wiem, że sam z reguły nie daję Ci żadnej krytyki, ale czasami lubię sobie z Tobą popolemizować i obgadać niektóre artykuły, jeśli mam odnośnie nich jakieś wątpliwości.