DUŻE PROJEKTY MOTYWACJA MY LIFESTYLE

NOWY POCZĄTEK

Kiedy myślę o tym, w jakim miejscu bylam dokładnie 366 dni temu, mam ochotę przewrócić oczami i głośno się roześmiać, bo ten obrazek przypomina mi dziś życie kogoś innego. Kiedy natomiast myślę o tym, w jakim miejscu jestem dzisiaj, po tygodniowm stresie nad terminami i zmianą marki, mam ochotę wyjść z domu, pobiec do baru, zwołać znajomych i poprosić o butelkę szampana. Albo od razu dwie.

Zamiast tego wszystkiego idę do kuchni i wracam do pokoju z kubkiem kawy z syropem. Otulam się ciepłym, babcinym swetrem i wciskam na nos swoje wielkie okulary. W tle gra wesola, spokojna muzyka, a ja uśmiecham się ze wzruszeniem. 

W moim życiu zmieniło się WSZYSTKO.

DZIEWCZYNKA Z ZAPAŁKAMI.

Rok temu moje życie było w totalnej rozsypce, a stos problemów (problemów, nie spraw) piętrzył się tak wysoko, że ledwo mogłam dostrzec jego czubek. Wynajmowałam wtedy mieszkanie na Podgórzu, umowę spisałam na siebie, koszt pokoju na moje życzenie wzrósł o 30%, a właścicielka groziła mi sądem. Dodatkowo oblałam egzamin z literatury, oszczędności na wymarzony kurs w Hiszpanii przeznaczyłam na wpis warunkowy na kolejny rok, a dwa tygodnie później rzuciłam te studia w cholerę. Potem poprosiłam o dwa tygodnie urlopu, a potem od szalonej właścicielki uciekałam do pracy.

6g543vteh6

Wszystko wymykało mi się spod kontroli. Czułam się ostatnia ofiara. Nie miałam studiów, nie miałam pieniędzy, a znajomość dwóch języków obcych, którą tak szczyciłam się pod koniec liceum, stawała się powoli mglistym wspomnieniem. Wiedziałam, że powinnam wyprowadzić się z mieszkania i znaleźć coś lepszego. Ale o tej porze roku, dawno po okresie wielkiego rozkwitu rynku, na wszystko było już za późno. Przespałam najlepszy czas, ucząc się do egzaminu, na który równie dobrze mogłam po prostu nie pójść. Efekt byłby ten sam.

Czułam się tak, jakbym stała na skraju wielkiej przepaści. Brakowało mi pewności siebie, nie potrafiłam bronić swojego zdania, a całą krytykę tego świata przyjmowalam z pokorą, bez walki. Szamotałam się ze sobą i z ludźmi wokół siebie. Bałam się wszystkiego i ten strach uniemożliwiał mi wykonywanie codziennych czynności.

Wiedziałam, że muszę jak najszybciej zmienić coś w swoim życiu. Inaczej ilość cudzych oczekiwań i moich własnych wymagań zupełnie mnie przerośnie. I obudzę się za kilka lat z dyszką w kieszeni, pracą, której nie kocham i stosem niespełnionych marzeń.

aurso2mryn

NIE MIAŁAM PEWNOŚCI, ŻE MAM RACJĘ.

Przez ten rok napisałam ponad 150 artykułów. Większość z nich nie opiera się na żadnym zewnętrznym źródle. Ja po prostu wierzyłam, że mam rację.

Pisałam o intuicji w poszukiwaniu własnej drogi. Pisałam o dawaniu sobie czasu na naukę pewnych rzeczy, o życiu we własnym tempie. Pisałam o strachu, który paraliżuje ciała i umysły, o akceptacji swoich śmiesznostek i dziwadeł, o przewadze beztroskiego luzu nad upartym dążeniem do perfekcji. Pisałam o miłości jak o najważniejszej sprawie w życiu. I o tym, że nie można pozwolić jej umrzeć przez brak zrozumienia i codzienne drobiazgi.

Nie wiedziałam, czego chcę od życia, gdy rzucałam studia. Wierzyłam tylko w to, że nie zaprzepaszczę tego roku, że go nie stracę. Bo w ciągu dwudziestu lat życia zdążyłam przynajmniej nauczyć się pracowitości i nigdy nie dałam w sobie zgasić ciekawości świata. Nie mogłam więc przewidzieć, w jakim miejscu i momencie życia będę za rok. Po prostu czułam, że w lepszym niż teraz.

I miałam rację.

DZIŚ Z UŚMIECHEM SPOGLĄDAM ZA SIEBIE.

Dziś, kiedy patrzę na listę moich marzeń, uśmiecham się od ucha do ucha. Bo wiem, że te największe wyzwania, kamienie milowe, mam już za sobą. Przed spełnieniem kolejnych nie powstrzyma mnie już brak wiary. Ani we własne siły, ani w możliwości organizacyjne.

5y0pq5mcnh

Przejechałam 200 km rowerem. Sama, w dwa dni. Czy teraz może mnie ściąć z nóg wizja wielkiego projektu? Skoczyłam na bungee z 90 m, z całkowitym spokojem, niemal bez emocji. Czy teraz wystraszy mnie zniechęcony profesor i plotki o niezdawalności egzaminu? Zorganizowałam sama dwutygodniowy wyjazd do Hiszpanii, zaklepałam kurs, samolot i pokój. Czy teraz wciąż miesiącami będę czekać, aż ktoś załatwi za mnie nocleg w schronisku, gdy zechcę pojechać w góry? Postawiłam bloga, opanowałam dwa programy graficzne, naprawiłam niejeden przedmiot. Czy teraz uwierzę, że jestem zbyt słaba, by opanować proste zagadnienia biologiczne i matematyczne?

Spełniłam też swoje małe, mniej efektowne marzenia, za które nikt mi nie zaklaszcze. Kupiłam sprzęty i przedmioty, które zawsze chciałam mieć, dzięki którym dziś żyje mi się wygodniej. Poznałam ludzi z blogosfery, którzy rok temu wydawali mi się kompletnie nieosiągalni. Pojechałam do Gdańska i do Zakopanego – dwóch miast, w których nigdy nie byłam, a zawsze chciałam. To są moje małe, prywatne sukcesy.

DZIŚ JEST LEPIEJ.

Mam nowe mieszkanie, nowych współlokatorów i nowych właścicieli. Mam spokój, o którym kiedyś mogłam tylko pomarzyć. Mam kilka pięknych wspomnień i kilka pięknych marzeń. Mam perspektywy na pracę po swoim kierunku. Mam swój mały stosik szczęścia i powodów do uśmiechu.

Mam bloga, którego pisałam przez rok. I jeszcze pewność, że będę pisać go dalej.

You Might Also Like