STUDIA

Od miłości do nienawiści, czyli studia na UJ.

warto studować na UJ

Zakochałam się w Krakowie, kiedy miałam piętnaście lat i od tamtej pory nie widziałam dla siebie innej opcji niż Jagiellonka. Byłam zachwycona duchem starych wydziałów, elewacją budynków, okrągłymi salami, zacisznymi dziedzincami i księgozbiorami pełnymi starych książek. Głęboko wierzyłam we wspaniałą kadrę, wielkie biblioteki i koła naukowe pełne pasjonatów większych ode mnie. Wydawało mi się, że pod opieką profesorów, powołanych, by dzielić się pasją do literatury, rozwinę skrzydła, posiądę wiedzę i pójdę w świat – prowadzić merytoryczne dyskusje na poziomie.

Zaczęłam polonistykę, zamieszkałam na Podgórzu i rzuciłam się w wir nauki. Jeszcze przez moment miałam nadzieję, jeszcze wierzyłam w mądrość płynącą z pachnących starością książek. Coś jednak sprawiało, że zaczynałam wątpić, myśleć krytycznie, sądzić według własnych wartości. Mijał tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu.

Po roku nie chciałam z UJotem mieć nic wspólnego.

W tym miesiącu miną dwa lata odkąd ponownie dostałam wyniki rekrutacji. A ja zamiast tak, jak planowałam, pić kawę nad Placem Zbawiciela, oglądać Pałac Kultury i spacerować po Saskiej Kępie, chłonę chłód wieczoru na szerokich ulicach na Ruczaju i podziwiam ocieplone nocnym światłem budynki na przystanku Kampus UJ.

I jestem tam bardzo szczęśliwa.

Choć zupełnie się na to nie zapowiadało.

ROK PIERWSZY: MIŁOŚĆ. POLONISTYKA.

W pierwszy dzień studiów usłyszałam, że do prowadzących należy się zwracać tytułami: panie profesorze do profesora, panie doktorze do doktora i proszę pana do magistra. Pod żadnym pozorem nie wolno pomylić tych dwóch tytułów, bo przypadkiem można kogoś obrazić. Co więcej, dowiedziałam się też, że jesteśmy najlepszą filologią w Polsce, a co za tym idzie – również na świecie. Wypadało więc docenić tę niewyobrażalną szansę od losu, choć miejsc na studiach było więcej niż studentów i sekretariat organizował cztery tury rekrutacji, by wypełnić luki w naborze.

Zauważyłam też, że wydział jest zbyt mały, by pomieścić wszystkie sale, więc część zajęć miałam w jednym budynku, a na pozostałe musiałam biec z Gołębiej aż pod Wawel. I zdążyć w ciągu kwadransa. Marzenia o darmowym parkingu w okolicy przyprawiały studentów o ból głowy, a stojaki na rowery pięć minut przed zajęciami wywoływały w nich rozpaczliwy szloch i tiki nerwowe.

Niedługo później przekonałam się, że studia na polonistyce nie upoważniają mnie do wypożyczania książek na dłużej – mam dwa tygodnie na przeczytanie małych tomików i wielkich tomiszczy. Co więcej, okazało się też, że wielu pozycji w bibliotece wydziałowej zwyczajnie nie ma i mogę szukać w bibliotece na Rajskiej, ale na własną rękę. Musiałam szybko się nauczyć, że źródła wiedzy trzeba szukać choćby na końcu świata, w dusznej sali, w marnym świetle. Bo nie wszystko, rzecz jasna, można wypożyczyć do domu, ale wszystko jest warte, by to przeczytać. Przynajmniej według prowadzących.

Miałam dość już po pierwszym semestrze.

ROK DRUGI: NIENAWIŚĆ. DZIEKANKA.

W trakcie sesji dowiedziałam się, ze prowadzący moze ustalić dwa terminu egzaminu tak, by pokrywały mi się z dwoma innymi nie tylko na tym samym wydziale, ale nawet na tym samym kierunku – tylko dlatego, że nie ma czasu zerknąć do oficjalnego kalendarza. Ma także prawo ogłosić oficjalne daty trzy dni przez rozpoczęciem sesji i na prośby o przełożenie zaliczenia odpowiedzieć: Trzeba było podejść w zerówce. i zmusić tym samym studenta do rezygnacji z podejścia.

Wkrótce wyszło też na jaw, że profesor nie tylko przed sesją, ale także w trakcie egzaminu ma prawo zniszczyć studenta psychicznie, sugerując, że jest ograniczony, nie nadaje się na studia i przynosi wstyd Uniwersytetowi Jagiellońskiemu. W chwili błogiego uniesienia ma nawet prawo zacząć mówić studentkom na ty, chcąc podkreślić jak mało znaczą w świetle jego majestatu. Wybrańcy natomiast dostają pytanie o prywatne zainteresowania i za zamkniętymi drzwiami otrzymują zaliczenie od ręki.

A potem do sali weszłam ja i usłyszałam następujące pytanie (jedno z trzech):

– Proszę wymienić tytuły wszystkich rozdziałów O naprawie Rzeczypospolitej… – zaczął pan profesor, a uśmiech ukrył pod dłonią, którą taktycznie próbował zasłonić sobie twarz – … chronologicznie… po polsku i po łacinie… nazwę wydawnictwa i drukarni, w którym powstało… i wszystkie daty wydania tego dzieła w XVI wieku.

Zapłaciłam 860 zł za warunek i rzuciłam te studia w cholerę.

ROK TRZECI: NADZIEJA. PSYCHOLOGIA.

W pierwszy dzień studiów pani doktor z psychologii rozwojowej przewróciła oczami i poprosiła, by pod żadnym pozorem nie zwracać się do niej tytułem, bo to tworzy niepotrzebny dystans między prowadzącym a studentami, a tego nie chcemy. Nie ma lepszych i gorszych, nie ma wyższych i niższych, wszyscy jesteśmy równi – dzieli nas jedynie wiek i doświadczenie życiowe.

Szybko okazało się też, że każdy doktor i każdy profesor ma główną pracę gdzieś indziej, bo prawdziwą psychologię można znaleźć jedynie za murami uniwersytetu – w labolatorium albo w gabinecie, w sądzie, szkole albo szpitalu. Nauczanie jest tylko wyrazem pasji i nieugaszonym pragnieniem dzielenia się wiedzą. Co więcej, większość obowiązkowych pozycji jest nie tylko dostępna w bibliotece, ale też do kupienia w sklepiku, a te, których nie można znaleźć w okolicy, prowadzący chętnie wycofują z listy lektur.

Budynek wydziału zachwycił mnie nowością i przestrzenią bijącą z wielkich okien. Korytarze są szerokie, a każdemu kierunkowi zostało przypisane osobne piętro. Na dolnych i górnych piętrach znajdują się labolatoria i nowoczesne sprzęty do neuroobrazowania mózgu. Co kilka kroków można znaleźć automat z kawą, na dole oddajemy kurtki do szatni, a obok niej właśnie otworzyli śliczną kawiarnię z dobrą, tanią i smaczną kawą. 

Na zewnątrz jest parking i mnóstwo zadaszonych stojaków na rowery. Procz zieleni, drzew, przestrzeni, są też ławki, mała rzeczka i mostek. Opodal Wydziału Komunikacji stoi wydział fizyki, a w nim można zjeść naprawdę smaczny obiadek, a o kwadrans drogi od Kampusu oddalony jest Zakrzówek – jeziorko otoczone bujną zielenią.

Kiedy zapytałam panią doktor o to, czy egzamin będzie ustny czy pisemny, uśmiechnęła się i rozbawiona zapytała: Komu by się chciało przeprowadzać egzaminy ustne? Można przecież pisać testy, dając wszystkim sprawiedliwe szanse.

I tym ostateczie skradła mi serce – poszukujące nowej miłości do UJotu.

ROK CZWARTY: NOWA MIŁOŚĆ.

Tego, co czuję do UJotu dziś, nie da się porównać do niczego przedtem. Zaczęłam patrzeć na studia zupełnie inaczej – są dla mnie drogą do osiągnięcia celu, a nie spełnieniem marzeń. Nie oczekuję od prowadzących pasji do nauczania i chęci do ambitnej dyskusji, choć paradoksalnie – właśnie z tym spotykam się na co dzień. Ale potrafię docenić szacunek, z jakim prowadzący odnoszą się do studentów.

Tutaj nikt nie zamyka drzwi, gdy wybije godzina zero i nikt nie robi problemu, jeśli potrzebujesz wyjść szybciej. Tutaj nikt nie unosi się honorem, gdy do profesora powiesz pan, a do doktoranki pani doktor i nikt nie zarzuca nam przynoszenie wstydu przez brak wiedzy. Tutaj nikt nie robi problemu o jeszcze jeden termin, nikt nie wymusza, by go błagać o drugą szansę.

Dziś kocham UJ zupełnie inaczej.


Wszystkie zdjęcia przedstawiają kampus UJ na Ruczaju.


Hej, długo pracowałam nad tym tekstem. Proszę, zostaw po sobie jakiś ślad – polub moją stronę na Facebooku, napisz komentarz albo udostępnij ten artykuł u siebie. Dla Ciebie to tylko moment, a dla mnie to dowód, że w dobie cięcia zasięgów moja praca ma jeszcze jakiś sens. Dziękuję, że jesteś. :)

                                                                                                                                      

You Might Also Like