DUŻE PROJEKTY MY LIFESTYLE PODRÓŻE I MIEJSCA

Podróż do Alicante. Q&A

Za każdym razem, gdy zrobię coś, z czego strasznie się cieszę, potrzebuję trochę czasu, nim napiszę o tym coś, co ma sens. Potrzebuję szerszego spojrzenia na sprawę.

Minęło prawie dziesięć dni od czasu mojego powrotu do Polski i już wiem, że nadszedł dobry moment, by trochę Wam poopowiadać. W trochę innej formie – Q&A z prawdziwego zdarzenia. :)

CO TO BYŁ ZA KURS, O KTÓRYM TYLE MÓWIŁAM?

Kurs hiszpańskiego w szkole językowej o nazwie Proyecto Espanol, którą mogę szczerze i gorąco polecić. Ich oddziały znajdują się w czterech miastach – Alicante, Grenada, Barcelona i Madryt. Prowadzą kursy językowe od zupełnych podstaw aż do najwyższego, uniwersyteckiego poziomu. Przygotowują ludzi do studiów w Hiszpanii i – wierzcie mi – miałam okazję poznać gościa, który po pół roku płynnie mówił po hiszpańsku.

MPU1111YLS

Każdy poziom trwa około miesiąca i składa się z gramatyki – 2,5 h zajęć i konwersacji – 1h 40 zajęć. Ostatni poziom, dodatkowy – B 2.3 trwa aż sześć tygodni i składa się głównie z powtórzeń całego programu.

CO MNIE NAJBARDZIEJ ZASKOCZYŁO TYM RAZEM?

Wybaczcie szczerość, ale… gołe cycki.

Gołych cycków jest mnóstwo, napatrzyłam się za wszystkie czasy. Tam na plażach nikt się nie krępuje, by ściągnąć to i owo, by biegać w stringach i/lub bez bikini. Nie ma już nawet wyznaczonych obszarów na plażę dla nudystów i dla ludzi ubranych nieco mniej skąpo. W Alicante plaża jest tak mała, a ludzi tak wielu, że nikt już po prostu nie zwraca na to uwagi.

Ja zwróciłam. I wierzcie mi – próbowałam zachowywać się normalnie. Ale widok dwóch rozgadanych koleżanek spacerujących brzegiem wzdłuż plaży w samych (dość wyciętych zresztą) majtkach całkowicie mnie rozbroił. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że oto siadam z jedną z moich koleżanek przy kawce i obie od pasa w górę nie mamy nic na sobie.

Tak, wiem. To raj dla większości facetów.

4BPGCQ5SR8

CZY WARTO STUDIOWAĆ ZA GRANICĄ, NIE ZNAJĄC DOBRZE JĘZYKA? 

Tak! Ale to wiecie. Więc powiem Wam coś, czego nie wiecie.

Nauka języka to nie tylko nauka słów i gramatyki. Nauka języka to także nauka wyrażania emocji. A tego nie nauczy Cię żaden nauczyciel i żaden podręcznik. Możliwość bycia sobą również w obcym języku jest ogromnie ważna, bo zamienia mękę – na frajdę. Umiejętność wyrażania rozbawienia, zachwytu, współczucia, wzruszenia, zainteresowania, niepewności. To wszystko możesz nabyć tylko w trakcie rozmowy o czymś zupełnie błahym, związanym z codziennością – z kimś, kto jest od Ciebie lepszy lub kto zna język na podobnym poziomie. I tylko wtedy, gdy idziecie razem na wino/do sklepu/ do szkoły/na kawę/na plażę/na siłownię. W naturalnym środowisku.

Co więcej, możesz się stresować tym, co będzie, gdy zapomnisz jakiegoś zwrotu, ale proszę Cię – czy naprawdę w języku polskim też Ci się to nie zdarza? Ja dziś zapytałam koleżankę na spacerze: „No, jak to się nazywa to takie miejsce, w którym rodzice zostawiają dzieci, gdy muszą iść do pracy?”. Odpowiedziała od razu: „Żłobek”, a ja szczęśliwa klasnęłam w ręce. Na tym polega komunikacja. :)

Z JAKICH KRAJÓW POZNAŁAM LUDZI? 

Przede wszystkim z Niemiec :), ale też z Norwegii, z Brazylii, z Rosji, z Angli, z Ekwadoru, z Australii, z Korei, z Czech, ze Słowacji. To zróżnicowanie sprawiło, że nawet w czasie wolnym z koleżanką Polką łapałyśmy się na tym, że rozmawiamy po hiszpańsku, bo w sumie – nie robi nam to różnicy.

ociqyk8jzh

Wieczorami chodziłyśmy całą grupą na wino, mojito i inne specyfiki i śmiałyśmy się w głos, kiedy próbowałyśmy siebie nawzajem nauczyć podstawowych wyrażeń w naszych zróżnicowanych językach. Raz nawet grałam rolę translatora dla jednej dziewczyny niemówiącej po hiszpańsku i tłumaczyłam jej na bieżąco naszą rozmowę z hiszpańskiego na angielski. Mózg parował. Wierzcie mi. Ale tak na plus. :)

CZYM NAJBARDZIEJ STRESOWAŁAM SIĘ PRZED WYJAZDEM? 

Najbardziej chyba tym, że sobie nie poradzę na lotnisku. Możecie się śmiać, ale naprawdę nie miałam bladego pojęcia, jak powinnam to wszystko ogarnąć na hali odlotów. A byłam sama jak palec, podczas gdy większość ludzi podróżowała całymi rodzinami lub w parze.

W drugiej kolejności – że nie złapię autobusu do centrum. W trzeciej – że się zgubię. W czwartej – że nie dostanę się na swój poziom z hiszpańskiego, a bardzo chciałam mieć certyfikat z B2. W piątej – że zarysuję albo upuszczę IPhone’a… :D

CZY POLECAM MIESZKANIE U HISZPAŃSKIEJ RODZINY?

Jak najbardziej! Ja mieszkałam z Myriam – Meksykanką, która wyszła za mężczyznę Hiszpana i z Zoe – ich dwuletnią córeczką. Byłyśmy we trzy, bo Mario pracował wtedy akurat poza miastem. Nasłuchałam się cudownych historii o życiu w Meksyku i w Hiszpanii, o różnicach kulturowych i różnicach w słownictwie. A ponieważ są podróżnikami mieliśmy milion dodatkowych tematów o innych państwach. :)

u3m8oqlqow

Ogromną trudnością, a zarazem dużym plusem jest fakt, że mieszkanie z rodziną zmusza do nieustannego myślenia po hiszpańsku. Rano, przy śniadaniu. Po południu, po powrocie z pracy i uczelni. Wieczorem, przy kolacji. I w trakcie odrabiania zadań. I w  trakcie zabawy z Zoe. I gdy mówisz: „Dobranoc!”. I gdy śmiejesz się z sąsiadki, która na cały głos z całym hiszpańskim temperamentem robi awanturę swojemu synowi, pytając go po setki razy: „Tu jest czysto, tak?! Twoim zdaniem tu jest czysto?!”. :)

I mała rada: Jeśli chcecie to zrobić, kierujcie się do uczelni. Jasne, że można wynająć pokój z AirBnB, ale różnica cenowa jest praktycznie żadna. Uczelnie bardzo często mają sprawdzone rodzinki, a w koszt wchodzi od razu wyżywienie. 

CZY WRÓCIŁABYM DO ALICANTE DRUGI RAZ?

Raczej nie. Po pierwsze dlatego, że nie chcę wracać dwa razy do tych samych miejsc w Hiszpanii. Po drugie dlatego, że nie lubię tłumów, a Alicante jest miejscowością turystyczną. Po trzecie dlatego, że moim zdaniem woda morska śmierdzi. Ale możliwe, że to zapach, a nie smród, a ja jestem wielką fanką gór.

Większość ulic wznosi się tam i opada i to jest plus dla takich małych, wspinaczkowych wariatów jak ja. Budynku są ładne, palmy stoją, liście wiszą nad głowami. Jest pięknie i są cudowne miejsca do spaceru i odpoczynku. Ale dla mnie to za mało. Ja potrzebuję czegoś więcej.

jxllyizht4

CZY BYŁAM GDZIEŚ JESZCZE POZA ALICANTE?

Wybrałam się jedynie na plażę San Juan opodal i do palmiarni w pobliskiej miejscowości – Elx, bo na dłuższe zwiedzanie nie było po prostu czasu. Sporo nachodziłam się po samym mieście – pięć razy wspinałam się na wzgórze z Castillo de Santa Barbara, żeby nagrać time-lapsy, zrobić filmy i zdjęcia z najlepszego punktu widokowego w całym mieście.

CO DOBREGO TAM ZJADŁAM?

Wszystko – poza owocami morza. Po tym jak wybrałam się na halę targową – Mercado Central – i zobaczyłam w całości ośmiornicę i inne zwierzęta obdarte ze skóry i pozbawione sierści, odechciało mi się na jakiś czas próbować czegoś tak egzotycznego.

Spróbowałam natomiast, czym jest gazpacho i tortilla espanola. To pierwsze – chłodnik pomidorowy – niespecjalnie przypadło mi do gustu. Ale z miłości do zupy pomidorowej powiem, że chyba to była kwestia przyrządzenia i można było zrobić ją lepiej. To drugie to omlet wybitnie tuczący – z jajek, cebuli i ziemniaków. Pycha.

Zakochałam się w tapas – małych, zróżnicowanych przekąskach, rozdawanych przez kelnerów wśród morza stolików na tarasie przed barem. Możesz jeść wszystko albo tylko to, co rzuci Ci się w oczy. Na koniec płacisz tylko za ilość zjedzonych przekąsek, bo ich cena jest raczej stała. No i oczywiście możesz wziąć do tego…

td2whv8mie

CO DOBREGO TAM WYPIŁAM?.

…na przykłąd cudowne tinto de verano! Czyli czerwone wino wytrwane połączone z napojem orzeźwiającym. My ponoć takiego nie mamy, ale planuję zrobić domową produkcję i użyć to tego Sprite’a. :D

Co więcej – mnie jako barmankę wybitnie zaskoczył wygląd i smak niektórych drinków. Zachwyciłam się pina coladą podawaną w pojemnikach przypominających ananas. Niezła była też sangria. Ale w konkursie na najlepszego drinka wygrało dla mnie mojito w różnych smakach! Piłam karmelowe (!), kokosowe (!), arbuzowe, truskawkowe, klasyczne, brzoskwiniowe i kiwi. Wszystkie były obłędnie pyszne.

KOLEJNE SPEŁNIONE MARZENIE

To tylko początek wielkiej przygody. Za rok kolejne miasto.

Co tym razem? Granada? Barcelona? Cordoba? :)

Ciao!

Więcej zdjęć na Insta: @kobietanakonkretach

You Might Also Like