TEKSTY

W poszukiwaniu straconego sensu życia

odnaleźć sens życia

Gdy kilka miesięcy temu ktoś polecił mi Into the wild, nie wiedziałam tego, co wiem dziś. Nie da się ukryć, że film ten mocno wpłynął na moją decyzję o porzuceniu studiów i zmianie kierunku na inny. Z pozoru fabuła wydaje się prosta, oparta na historii, o której marzy wielu z nas – przerwać studia, oderwać się od męczących zobowiązań, ruszyć w podróż, by poszukać sensu życia. Topos człowieka-wędrowcy zakorzeniony jest głęboko w naszej społecznej świadomości.

Tęsknimy za tułaczką. Milczeniem. Dziczą.

Bo jesteśmy ludźmi.

PAŹDZIERNIK 2015

Na jednych z pierwszych zajęć, słuchając odpowiedzi na prośbę prowadzącej o przedstawienie się w kilku zdaniach, rozejrzałam się po sali i zrozumiałam, że ten świat – nie jest moim światem. Nie zrozum mnie źle – nic nie mam do tych ludzi. Oni po prostu nie pasowali do mojej rzeczywistości. Nie było mi z tym łatwo – ta myśl-informacja uderzyła we mnie jak żadna dotąd. W jednej sekundzie, w jednej małej chwili zawalił się cały mój świat i skrzętnie budowany system wartości. Prawda, w którą wierzyłam od lat, okazała się nieaktualna.

Nie byłam stworzona do tego, by studiować polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim.

To nie był mój czas. Ani moje miejsce.

odnaleźć sens życia

Dałam sobie tydzień, by podjąć ostateczną decyzję. Te siedem dni upłynęło mi na łzach i patrzeniu w ścianę. Na środku pokoju ułożyłam wszystkie swoje ubrania i książki, każdą zabraną z domu rzecz. Otaczałam te przedmioty wzrokiem, próbując znaleźć wspólny mianownik – drogowskaz, który wskaże mi poprawną ścieżkę. Dwa dni przeglądałam nagromadzone przedmioty, wyrzucałam niepotrzebne karteluszki, a to, co ważne, wsadzałam do szafy. Zależało mi na minimalizmie.

Pisałam listy do mojego Taty – o tym, jak mocno jestem zmęczona światem, w którym przyszło mi żyć, nieustającym pędem, pogonią za spełnianiem cudzych oczekiwań i własnych ambicji. Ilością egzaminów, których zdanie nie było dla mnie sztuką – ale sprawą honoru. Wypłakiwałam i ubierałam w słowa cały swój żal i tęsknotę za utraconym czasem. Każdą porażkę, której nadałam przesadne znaczenie.

Były cztery osoby, u których zasięgnęłam rady. Moi rodzice. Mój przyjaciel. Mike.

Wszyscy uznali moje przeczucia za słuszne i przystali na to, czego w rzeczywistości pragnęłam – dając mi wsparcie, jakiego potrzebowałam.

W MAŁEJ PUSTELNI

W pierwszym miesiącu całkowicie odcięłam się od wielu dotychczas bliskich mi osób. Część kontaktów zerwałam, niektóre mocno ograniczyłam. Zaszyłam się w swojej 6-metrowej ciemni, w swoim ograniczonym, minimalistycznym kąciku codzienności, gromadząc zarobione pieniądze, oszczędzając na ubraniach, przyjemnościach, jedzeniu. Brałam tyle zmian, ile tylko się dało. Nie kupowałam karty do telefonu, alkoholu, słodyczy. Dopadały mnie małe i większe depresyjki. Z większości wyszłam obronną ręką.

Żałowałam już wszystkiego. Sięgnęłam dłonią do najczarniejszych skrawków duszy. Pozbyłam się lęków, dręczących mnie od czasów wczesnej młodości. Powoli, dzień po dniu, rosnę w prawdziwą, duchową siłę.

Odnalazłam to, czego tak mocno poszukiwałam.
Odnalazłam spokój.

odnaleźć sens życia

Wiem, że drugi człowiek jest dla mnie sensem istnienia. Potrzebuję innych jak powietrza. Lgnę do nich, szukam ich uwagi, bez nich ogarnia mnie długotrwały, nieuzasadniony smutek. Ale nie lubię słuchać cudzych rad. Są chwile, gdy dokładnie wiem, czego mi trzeba – i że wybór, którego chcę dokonać, jest słuszny. Wtedy mimo ekstrawertycznej natury, milczę na temat swoich planów. Czekam, aż dojrzeją we mnie na tyle, by móc ich zwycięsko bronić. Some things are better left unsaid – to zdanie przywarło do mnie na jednej z lekcji angielskiego w gimnazjum i towarzyszy mi od lat.

Ponoć człowiek może całkowicie się odmienić w jednym momencie. Te pojedyncze momenty zmieniają mnie nieustannie – każdego dnia, każdego tygodnia, każdego miesiąca. Wczoraj nie byłam tym, kim jestem dziś i dziś nie jestem tą samą osobą, którą byłam przed miesiącem. Z każdą kolejną godziną zaczynam wiedzieć coraz więcej, coraz więcej rozumieć, dostrzegać we Wszechświecie więcej małych, połączonych ze sobą elementów.

Ile rzeczy zrozumiałam dzięki tej jednej, małej decyzji. Od ilu dręczących mnie spraw zdołałam się uwolnić. Jak wiele powiązań dostrzegłam we własnej rodzinie. Jak ogromny balast zdołałam z siebie zrzucić. To wiem tylko ja. Ile spłynęło ze mnie niepotrzebnej złości i daremnej walki z rzeczywistością. Z jakim trudem przyszło mi zrozumieć, że są rzeczy, na które mam wpływ i te, na które wpływu po prostu nie mam. Nie każdym człowiekiem można dyrygować. Nie każdy da się zmanipulować.

odnaleźć sens życia

W POSZUKIWANIU WŁASNEJ PRAWDY. 

Jest taki moment w filmie, gdy Chris chce wrócić do miasta. Udaje mu się dostać do Meksyku. Wieczorem wybiera się na spacer, patrzy na otaczajacych go ludzi, zabiera torbę i znów wraca do głuszy. Dlaczego? Bo oni, ludzie z miasta, nie wiedzieli tego, co on. Od zawsze tkwili na tych samych miejscach, nigdy nie wybrali się do swojej samotni. Nie schodzili z posterunków. Nie zmieniali raz obranej drogi. Nie zastanawiali się. Od lat stali tam, gdzie ich postawiono.

Jednym z nadrzędnych celów, które towarzyszą ludzkiej egzystencji, jest odnalezienie sensu. Pisał o tym już psycholog Wiktor Frankl. Wpadamy w spadki nastroju, ponieważ nie wiemy, czy to, co robimy, ma jakąkolwiek wartość – dla nas i dla świata. Staramy się odpowiedzieć sobie na pytanie, po co właściwie znaleźliśmy się na tej ziemi? Jaka jest nasza misja? To palące pragnienie poznania prawdy spędza nam sen z powiek i odbiera radość życia. Pragniemy czuć, nim umrzemy, że nasze życie miało sens.

Dziś jestem już innym człowiekiem. Odnalazłam to, czego szukałam od wielu, wielu lat. I bawi mnie troszeczkę, że to nie koniec. To dopiero jedna czwarta. Za dziewięć miesięcy spotkamy się tutaj wszyscy razem – uzbrojeni w mądrość, bogaci prawdziwym szczęściem. 

You Might Also Like