KOBIETY

Zawsze marzyła mi się kawalerka

Dodatek do tekstu o tym, że zawsze marzyła mi się kawalerka. Przedstawia kobietę siedzącą na wersalce i patrzącą w okno. Pije kawę. Za nią, na ozdobionej drewnem ścianie widać napis "HOTEL".

Kobieta w kawalerce? Wydawała mi się silna. Sterylnie biale ściany, czyste biurko, wysokiej jakości sprzęt grający. Kwiaty i kubek w serduszka. Lusterko, przed którym wykonuje codzienny makijaż. Torebka od Michaela Korsa. Jej praca, jej pasje, jej rozwój osobisty. Jej niezależność.

Mężczyźni nie mają bladego pojęcia, dlaczego dążenie do bycia kobietą niezależną wydaje nam się takie kuszące. Natrząsają się z tego i podśmiewują. Nam nie chodzi o to, by być żmiją, do której nikt nie będzie miał dostępu ani o to, by to w naszych rękach ważyły się losy – zakochać się czy nie? Tu chodzi o emocje.

Rozczulamy się, gdy przytulamy. Uśmiechamy, gdy jesteśmy pożądane. Tętnimy energią, gdy czujemy się kochane. Mówimy głośno: Jest mi smutno. Boję się. Mężczyźni nie używają takich wyrażeń.

Wiemy o emocjach i wstydzimy się ich istnienia. Emocje sprawiają, że się uzależniamy. Od gestów, od chwil, od własnych pragnień. Od poczucia bezpieczeństwa i codziennej troski. Nie ma drogi wstecz. Dbamy o siebie albo dbamy o nich. Zaciskamy zęby albo wtulamy się w rękaw. Głaszczemy klatki piersiowe. Wdychamy zapach perfum.

Nie chcemy tak mocno odczuwać. Nie lubimy czuć się zależne. Pragniemy być pięknymi żonami i doskonałymi matkami. Kobietami od robienia herbaty z malinowym sokiem. Kobietami w małej czarnej w kawiarence na Kazimierzu. I w kinie. I w teatrze. I takimi, do których tulą się dzieci w zimowy poranek. I pies. I kot.

Chcemy być silne. Chcemy czuć, że te małe dłonie, te wrażliwe serca są w stanie unieść problemy całego świata. Chcemy, żeby wszyscy wiedzieli, że jesteśmy niezniszczalne – nawet jeśli w kącikach oczu wysmagał nas już czas. Chcemy czuć się potrzebne.

Niech wszyscy się radzą. W kuchni. Przy dębowym stole. Małej lampce. I czajniku. Gdy pieczemy ciasto. I pijemy kawę. O północy. O poranku. W nocy. W dzień. Niech się tulą do tych piersi. Niech nasz uścisk koi rany.

A gdy nikt nie patrzy, ocieramy słone łzy. Szukamy opieki. I wstyd nam każdej okazanej słabości. Boimy się chorób. Braku kontroli. Spojrzeń, które nie zrodzą ufności. Źle maskującego uśmiechu.

Zawsze chciałam mieć kawalerkę. Ale teraz mi smutno, gdy siedzę w mieszkaniu sama. Nikogo do herbaty z imbirem. Nikogo do głaskania.

Mój organizm zawiódł. Na dwie noce i jeden dzień. Wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałam.

Trochę było mi przykro. Ale najbardziej było mi wstyd. Bo zrozumiałam, że teraz wszyscy odkryją, że ja też jestem słaba. Słabiusia. Słabiuteńka. Że czasem popłakuję. Że czasem się rozczulam. I że czasem ja też do kogoś przychodzę jak kot. Poprzytulać się. I popłakać.

Ale dzisiaj myślę, że nie warto tak się kryć.

Na co komu kawalerki, gdy można mieć duży dębowy stół na dwoje. I objadać się przy nim ciastem. Czasem przyjmować zapłakane przyjaciółki. I wspólnie robić herbatę.

I w ogóle po co żyć samemu, gdy można żyć razem.


Premiera: Wrzesień 2015.

You Might Also Like