RELACJE

Słowa mają moc

Jakiś czas temu brałam udział w rodzinnej uroczystości. Zgodnie z polską tradycją pierwsze, a zarazem główne danie stanowiła potrawa złożona w jednej trzeciej z kiełbasy i boczku. Kiedy gospodyni zaczęła wszystkim nakładać jedzenie, zawahałam się tylko przez moment. A potem podsunęłam swój talerz i o tym, że jestem wegetarianką, nie powiedziałam ani słowa.

Kilkanaście minut później na stół wjechał wielki dzban herbaty. Jedna z osób siedzących opodal była na diecie, ale podstawiła ufnie swoją filiżankę, wzięła kilka łyków i skwitowała krótko, lecz z niesmakiem: „Słodka.”.

Przyjemna, rodzinna uroczystość to nie jest wcale taki zły moment, by podkreślić swoje wartości.

Ale jednak trochę mnie zamurowało.

A PRZECIEŻ TO TYLKO SŁOWA…

Kilka miesięcy temu wracałam z paczką znajomych z pierwszego egzaminu w sesji zimowej. Przechodziliśmy akurat przez Rynek, kiedy podeszły do nas dwie staruszki z pytaniem, gdzie jest ta manifestacja. Zupełnie nie mogliśmy się z nimi dogadać, chociaż jeden z kolegów, spokojnie paląc papierosa, usilnie próbował się dowiedzieć, o jaką manifestację chodzi. 

Wtem podszedł do nas pan o włosach lekko przyprószonych siwizną i zapytał, gdzie jest ta manifestacja. Uradowane staruszki natychmiast przestały się nami interesować i zwróciły się do pana, a potem zaczęły jedna przez drugą ustalać, czy aby na pewno miała ruszyć o 17. Porzucony kolega nadal próbował dociec, o jaką manifestację chodzi, skoro już wciągnięto go do rozmowy.

– Młody człowieku, jak śmiesz rozmawiać z paniami, paląc papierosa! – usłyszał w odpowiedzi. – Co to za brak kultury, co za bezczelność!
– Ale… – wtrąciłam się. – To te panie do nas pierwsze podeszły…
– A z panią nie rozmawiam! – huknął.
– Aha – roześmiałam się.

Później przeczytałam, że na Rynku odbyła się wielka manifestacja w sprawie większej tolerancji w Polsce.

Chyba nigdy tak brutalnie nie poczułam, że słowa mogą nie mieć żadnej wartości.

ALE ZAWSZE O CZYMŚ ŚWIADCZĄ.

Nigdy nie rozumiałam celu wymiany poglądów politycznych. Ile osób, tyle doświadczeń, tyle opinii i tyle emocji z nimi związanych. Przeraża mnie myśl, że ojcowie, bracia, przyjaciele przestają ze sobą rozmawiać przez jedną sprzeczkę na tematy, które bezpośrednio zupełnie nie dotyczą ich relacji. To nie poglądy nas kształtują – to my kształtujemy nasze poglądy.

Przez wiele miesięcy nie widziałam sensu w dyskusji. Wycofywałam się, gdy tylko robiło się zbyt ostro. Ale po jakimś czasie zrozumiałam, że dzięki rozmowie stajemy się bogatsi. Bardziej inteligentni. Bardziej wyrozumiali. Lepiej rozumiemy świat. Ale tylko wtedy, gdy nasze zasady nie są zbyt sztywne.

Kiedy jesteśmy dziećmi, rodzice przekazują nam niepodważalne wartości. Zgarniamy je takimi, jakie są, bo przecież pochodzą od autorytetów. Ale potem dociera do nas, że świat nie jest czarno-biały. My nie możemy palić i przeklinać, ale tata pali, a mama klnie jak szewc. Z czasem w nasze myślenie wkrada się relatywizm i przekonanie, że wszystko zależy od sytuacji. To zupełnie naturalny proces rozwoju.

Skoro tak, nabieramy przekonania, że my też mamy prawo. Do własnego zdania, do wyrażania tego zdania, do obrony tego zdania. Do poświęcania relacji w imię zdania, do wyrządzenia przykrości w imię zdania. Wszystko w imię zdania, bo zdanie ma wartość. Zdanie jest ideą, a nie ma nic ważniejszego od idei. Od wartości. Od zdania.

SŁOWA MAJĄ MOC.

Znam ludzi, którzy ciężko pracują po to, by w przyszłości móc skupić się na tym, co najważniejsze. Ciągle powtarzają, że chcą zarabiać wielkie pieniądze, by kiedyś móc wspierać biedniejszych od siebie. Ale obok swoich rówieśników i chorych dzieci przechodzą póki co obojętnie. Omijają zbiórki. Nie dzielą się z nikim. Zawsze mnie jakoś tak nachodzi myśl, czy oni zdążą. Czy dożyją tego magicznego momentu, by spełniać te swoje wartości. Kiedyś. A nie tu i teraz.

To, co mówisz, pozostaje ważne tylko wtedy, kiedy jest spójne z tym, co robisz. Możesz zapewniać, że kochasz, że tęsknisz, że zostaniesz na zawsze – ale to nie ma znaczenia, jeśli nie dzwonisz, nie starasz się, odwołujesz spotkania. Możesz mówić, że najważniejsza jest dla ciebie rodzina, że skoczyłbyś za nią w ogień i to może nawet być prawda – ale to nie ma znaczenia, jeśli wolisz wypowiedzieć własne zdanie niż uniknąć sprawienia komuś przykrości. Możesz biegać na manifesty i czuć, że walczysz o to, by w Polsce było więcej tolerancji – dla mniejszości, dla kobiet w ciąży, dla homoseksualistów. Ale to nie ma znaczenia, jeśli wykorzystujesz czyjś nałóg do tego, by mu pokazać, jak mały jest dla ciebie.

Słowa mają moc. Mogą nie mieć żadnej wartości, ale zawsze coś znaczą.

Ugryź się w język. Proszę, poczuj, jak boli.

You Might Also Like