BLOGOWANIE MOTYWACJA SLOW LIFE

Każdy czasem potrzebuje przerwy.

Często słyszę zarzuty od ludzi w moim wieku, że cały ten świat mediów społecznościowych rządzi się kłamstwem i to ich strasznie przytłacza. Sami już nie wiedzą, w co można wierzyć, a na co trzeba wziąć poprawkę. Łapią dołka na widok tych wszystkich umięśnionych lasek i gości po siłowni, choć wiedzą, że to wszystko to tylko wykreowany wizerunek.

Rano wrzucasz zdjęcie sałatki, namawiasz do zdrowego trybu życia, idziesz na trening, wrzucasz zdjęcie z siłowni, a wieczorem włączasz tryb off-line, otwierasz słoik Nutelli i za nic w świecie się do tego nie przyznajesz. Choć wszyscy wiedzą, że prawdziwe życie nie wygląda tak, jak to przedstawiają starannie wyselekcjonowane zdjęcia na Instagramie – i tak się na to nabierają. 

Kreujemy swoje fałszywe wizerunki świadomie, bo nikogo nie obchodzą nasze potknięcia, porażki i slabości. W XXI wieku pomimo gorącego pragnienia odnalezienia prawdy w tej całej fałszywej otoczce, ludzie i tak chcą czytać o kolorowym świecie udanych związków, ślicznych dzieci, wysportowanych ciał, naturalnych diet i spełnionych marzeń.

Dla nas, osób publicznych, kliknięcia, lajki i zachwycone komentarze oznaczają sukces.

Ale w Was buduje przekonanie o własnej niedoskonałości i poczucie winy.

JA NIE CHCĘ TEJ CAŁEJ ŚCIEMY.

Chodzę czasem na wykłady i konferencje biznesowe i często słyszę, że podstawą jakiegokolwiek sukcesu jest umiejętność skutecznego planowania. Trzeba w niedzielę wieczorem zaparzyć kubek smacznej kawy i usiąść do swojego wielkiego, kolorowego notatnika, rozpisując zadania na każdy dzień tygodnia. Jestem fanką organizerów, a jakże, sama mam jeden i dobrze mi robi w chwilach bezczynności uzmysłowić sobie, że coś jeszcze miałam zrobić.

Blogowanie to nie tylko poszukiwanie pomysłów, urozmaicanie tematyki, dobre tytuły, leady i zdjęcia, których najlepiej nikt jeszcze nikt nie ściągnął ani nie wykonał. To za mało. W dobie zawodów internetowych, których sukces opiera się na mediach społecznościowych, liczy się też godzina publikacji i dobrze określona grupa odbiorców, która warunkuje wielkość zasięgu.

Piszemy dla większości, więc musimy się dopasować – w przeciwnym razie nowy tekst dostrze do 10% zgromadzonej społeczności. Nie posądzam Marka Zukerberga o pragnienie przejęcia władzy nad światem. Myślę, że on po prostu chce pieniędzy tak samo, jak my wszyscy, dażący do stabilizacji i życia bez martwienia się o to, czy dotrwamy do dziesiątego. Ciężko jednak mówić o wolności zawodu, gdy ograniczanie zasięgów skutkuje koniecznością pilnowania godzin publikacji i nieustannej kontroli danych statystycznych.

Istnieją możliwości wprowadzenia większej swobody: wpisy planowane z wyprzedzeniem. Ale czasem się zastanawiam, jak bardzo byłoby to dziwne, gdybym umarła na przykład w jakiś poniedziałek, a przez cały tydzień publikowałyby się moje linki z piosenkami, życzące Wam miłego dnia i wpisy o tym, co mi się ostatnio ciekawego przydarzyło, kreowane w taki sposób, jakby to było w sobotę, kiedy ja tymczasem nie żyję już od poniedziałku.

Przesadzam, co? No bo co mnie to właściwie będzie obchodzić, skoro nie będę już żyła, że świat rzucił się w wir komentowania moich wpisów z zaświatów?

DLA MNIE TO PO PROSTU BYŁOBY CHORE.

Mnie się po prostu tak nie chce. Chcę być na tyle prawdziwa, na ile mogę. Wiem, czego potrzebuję. Miesiąc temu potrzebowałam przerwy. Powiedziałam o tym głośno, bo nie chciałam oszukiwać, udając, że stare wpisy są nowe.

Życia nie da się w pełni zaplanować. To tak nie wygląda.

Czasem czuję, że te wszystkie reguły, zasady działania ludzi sukcesu są dla jakiś cholernych systemów operacyjnych. Jeśli czujesz, choć nie chcesz, emocję A, to wykonaj reakcję A1, by się jej pozbyć. Jeśli A1 nie działa, wykonaj reakcję A2. Jeśli A2 również nie skutkuje oczekiwanym efektem, to wykonaj kolejny punkt z listy i działaj według tego schematu tak długo, aż poczujesz poprawę. W kolejnej podobnej sytuacji powiel zapamiętany schemat. Jeśli nie zadziała, użyj ostatnio zapisanego schematu. I tak w nieskończoność.

Mam wrażenie, że do tego prowadzi coaching w takiej formie, w jakiej jest propagowany na szerszą skalę. Nakazuje nam cieszyć się, kiedy obiektywnie sytuacja wymaga radości i smucić się, gdy z dużego dystansu smutek nadal wydaje się uzasadniony.

Na wszystko jednak jest określony czas i określone miejsce. Wypij kieliszek szampana, by uczcić swój sukces, ale nie całą butelkę. Kac to objaw niedojrzałości, a dojrzałość to umiejętność kontroli. Szampan za bardzo Ci zasmakował? Wstydź się. Nie wychodź z domu, przepraszaj wszystkich i za nic w świecie nie mów głośno, że przesadziłeś z alkoholem. Twój trzyletni związek właśnie się rozpadł? Płacz po rozstaniu maksymalnie tydzień, a później zacznij dostrzegać pozytywne strony: masz więcej miejsca w łóżku tylko dla siebie, nie wydajesz pieniędzy na prezenty, nie tracisz czasu na kłótnie o głupoty. Same korzyści przecież.

Nabieramy się na to, bo w tych wszystkich tezach czasowo-przestrzennych jest sporo prawdy. Rok po rozstaniu zazwyczaj wystarczy, by stać się nowym człowiekiem i przekonać się, że tamten związek nie miał sensu. Ale od każdej reguły są wyjątki. Co nas nie zabije, wcale nie musi nas wzmacniać – czasem sponiewiera i zostanie na całe życie*. A sukcesy? Ciesz się, masz prawo. Ale nie za długo, bo obrośniesz w piórka, nabierzesz za dużo pewności siebie, zaczniesz patrzeć na wszystkich z góry, a w każdym razie – no na pewno wbudzisz ludzką zazdrość, a to przecież zle.

Życie, do jasnej cholery, naprawdę tak nie wygląda.

EVERYBODY NEEDS A BREAK.

Każdy czasem potrzebuje przerwy. Nie gorącego prysznica, nie weekendu w SPA, nie gorącej herbaty, odrobiny cukru, efektywnego snu ani długiego wybiegania. Przerwy.

Ale dziś daleko leży frustracja od zaspokojenia potrzeby. Nie przyznajemy się do słabości, a do porażek tylko z perspektywy czasu, kiedy już wyciągniemy z nich mądre wnioski i słuszną nauczkę. Wydaje nam się, że tak trzeba, bo tylko to gwarantuje sukces – życie na najwyższych obrotach przez 365 dni w roku. Intensywna praca, intensywny wypoczynek. Wszystko na sto procent.

Ja też – jak każdy – chcę uzyskać stabilizację finansową i satysfakcję, ale nie mam zamiaru żyć jak robot. Nie będę na siłę zgrywać człowieka sukcesu, któremu żadne rozczarowanie nie podcina skrzydeł, a długotrwały smutek – nie odbiera sił. Chcę zarabiać pieniądze i osiągnąć sukces. Ale nie kosztem człowieczeństwa.

Jeśli w tym całym szaleństwie mam wybrać sobie tylko jedną misję na całe życie aż do śmierci, chcę jednego.

Pozostać tylko człowiekiem.


* Jacek Walkiewicz, Prawdziwa moc możliwości. 

You Might Also Like