KOBIETY RELACJE

Kiedy przestajesz być kobieca?

jestem mało kobieca

Długie nogi. Długie włosy. Piersi – ani duże, ani małe. Ważne, że miękkie i okrągłe. Usta – symetryczne, lekko wypukłe. Zadbane dłonie, paznokcie-migdałki. Śliczny, ukochany, płaski brzuszek. Obojczyki. Szczupłe ramiona. Wyraźnie zaznaczone kości policzkowe.

To wszystko ich ujmuje i przyciąga ich uwagę, gdy patrzą na zdjęcia swoich koleżanek z roku. To sprawia, że na ulicy oglądają się za inną, trzymając Cię za rękę. Przez kombinację dwóch, trzech powyższych cech potrafią zachwycić się do granic możliwości jedną z popularnych aktorek, supermodelek i zupełnie obcych kobiet.

Nie będzie uwielbiał Twoich nóg, jeśli nie wyróżniają się długością. Nie będzie bawił się Twoimi włosami, jeśli nie będą długie, miękkie i dobrze odżywione. Nie zachwyci się Twoimi dłońmi, gdy masz krótkie, mięsiste paluszki ani Twoimi piersiami, jeśli mają dziwny, nietypowy kształt, a ostatnie, co można o nich powiedzieć to to, że są krągłe.

Tak sobie myślisz czasem, prawda?

KIEDYŚ BYŁAM DAMĄ.

Pamiętam takie wakacje, gdy nie wyobrażałam sobie wyjścia z domu w słoneczny dzień bez założenia siedmiocentymetrowych szpilek albo sandałów na wysokim obcasie. Nosiłam je do wszystkiego, ale najbardziej uwielbiałam letnie sukienki i żółte albo czerwone spódniczki. Dbałam o to, by mieć zawsze pomalowane paznokcie i zgrabnie ułożone loczki.

Nosiłam małe, czarne torebeczki, kolczyki i srebrne łańcuszki. Idąc ulicą, patrzyłam ludziom w oczy i uśmiechałam się do nich bez powodu. Uwielbiałam chodzić do kawiarni i przesiadywałam w nich bez końca, pijąc czerwone wino albo latte z pięknych, smukłych szklanek.

Mówili wtedy, że jestem damą, a mnie – mnie to bardzo odpowiadało, bo dokładnie taki efekt chciałam uzyskać. 

KAŻDA Z NAS CHOĆ RAZ TAK POMYŚLAŁA.

Na płaskim chodzisz jak luzak. Skończyłaś automatykę i robotykę. Lubisz pić piwo prosto z butelki, głośno się śmiać albo przeklinać. Nie lubisz zakładać nogi na nogę. Uwielbiasz chodzić w dżinsach, biżuteria Cię nudzi, a zamiast torebki – wolisz mały plecak. 

jestem mało kobieca

Rozczulają Cię małe kotki, lubisz komedie romantyczne, jesteś czuła, oddana, uwielbiasz kwiaty i piękne przedmioty. Ale wiesz, że to nie ma znaczenia. Bo przecież świat nigdy się o tym nie dowie, nie będzie chciał Cię poznać. Nikt nie zauważa włosów spiętych w kucyk, nóg ukrytych w wygodnych spodniach ani smukłych dłoni, obejmujących butelkę piwa.

Czasem myślisz, że jesteś trochę męska.

KOCHAMY SIĘ ZUPEŁNIE RÓŻNIE.

Raz w blondynach, a raz w brunetach. Czasem w dobrze zbudowanych, umięśnionych facetach, czasem w przysadzistych, wychowanych na śmietanie. Bywa, że lubimy takich, którzy chodzą w dresach, ale z drugiej strony przygryzamy wargę na widok pachnącego eleganta w stylóweczce z koszulą.

Ale zawsze bez względu na powierzchowność ujmują nas te same, rzadko spotykane cechy – romantyzm i ogromna wrażliwość, tzw. element kobiecy. Rozczulają nas, gdy pamiętają o rocznicy i wzruszają się na filmach, gdy czytają książki i prowadzą z nami długie, nocne rozmowy. Uwielbiamy Maciusiów, Wojtusiów i Michaszków. Potrafią nas pocieszyć, podrzucić komplement przy gorszym dniu. I zawsze, ale to zawsze odbiorą telefon, gdy pokłócimy się z chłopakiem.

jestem mało kobieca

Lubimy facetów, którzy mają w sobie element kobiecy. I to w żaden sposób nie czyni ich mniej męskimi, mniej pociągającymi, przeciwnie – czasem te cechy sprawiają, że wydają się nam jeszcze bardziej atrakcyjni. Co ciekawe, tacy mężczyźni najczęściej są sami. Nikt nawet nie domyśla się nawet, jak wartościowymi są ludźmi, bo wrażliwość i romantyzm to nie są cechy, które widać na pierwszy rzut oka.

KIEDY PRZESTAJESZ BYĆ KOBIECA?

Kiedy założysz spodnie i wsadzisz ręce do kieszeni? Kiedy wrócisz z gór umorusana błotem? Kiedy zetniesz włosy? Kiedy chwycisz do ręki kombinerki i naprawisz drzwi, które wypadły z zawiasów? No kiedy? Kiedy przestajesz być kobieca?

Tak naprawdę nigdy, bo żadna męska cecha nie jest w stanie sprawić, że przestajemy być kobiece. Tak jak żaden element kobiecości nie czyni naszych przyjaciół i chłopaków mniej męskimi.

Każdy powód jest dobry, by się w Tobie zakochać najmocniej i na zawsze.

You Might Also Like

  • Frodo Frodzinsky

    Co do „kobiecych mężczyzn” (takie sformułowanie jako pierwsze przychodzi mi do głowy, po przeczytaniu tego tekstu), to w zupełności się zgadzam. Sam jestem jednym z nich. Niestety w dzisiejszych czasach jest niezwykle trudno znaleźć kogoś wartościowego, kto doceni takie cechy u drugiej osoby i do tego będzie partnerem do satysfakcjonującej rozmowy. Nasze czasy promują przeciętniactwo i kładzie się nacisk, żeby być, jak inni. Co do związków, to wbrew pozorom sporo kobiet koniec końców unika wiązania się z emocjonalnymi mężczyznami (jak gdzieś kiedyś przeczytałem – „Mężczyźni mówią, że chcą kobietę, która lubi uprawiać seks, dopóki nie są z taką kobietą. Kobiety chcą uczuciowego i wrażliwego mężczyzny, dopóki z takim nie są.”).

    Jeśli chodzi zaś o bycie kobiecą – każdy mężczyzna odruchowo odwróci się za „zadbaną damą”, ale to biologia i ludzki odruch, który przychodzi zanim przyjdzie rozum. To tylko nic nieznaczące spojrzenie. Prawdziwy mężczyzna jeśli kocha swoją kobietę, to będzie mu wszystko jedno, czy jest w polarowej piżamce w serduszka, czy w eleganckiej koszuli, ołówkowej spódnicy i wysokich szpilkach. To nie ubiór jest miarą kobiecości, ani nawet hobby. Można być profesjonalną bokserką, a wciąż można być kobiecą.

    Najważniejsze jest to, żeby znaleźć drugą osobę, która zaakceptuje nas taką, jakimi jesteśmy. Jeśli nie jest się pewnym, że to ta osoba, trzeba szukać dalej.

    • „Prawdziwy mężczyzna jeśli kocha swoją kobietę, to będzie mu wszystko jedno, czy jest w polarowej piżamce w serduszka, czy w eleganckiej koszuli, ołówkowej spódnicy i wysokich szpilkach. To nie ubiór jest miarą kobiecości, ani nawet hobby.” – Frodo, kupiłeś mnie tym totalnie, aż łzy mi stanęły w oczach.

      Poza tym wydaje mi się, że to jest kwestia wieku. Z czasem ludzie zaczynają doceniać to, że mają z kim porozmawiać. Właściwie po tym okresie „wzmożonego popędu”, gdy na moment zapominamy, że liczy się spójność charakterów, wracamy do przekonań z okresu wczesno-nastoletniego: Wyznacznikiem miłości znów staje się dla nas udana rozmowa.

      Tylko, że czasem po okresie długiej samotności ludzie tracą wiarę w to, że ktoś ich kiedyś pokocha w pełni ze wszystkimi wadami i zaletami, bo prócz potrzeby miłości, mamy jeszcze potrzebę uwagi, potrzebę bycia docenionym, potrzebę czucia się bezpiecznym. Ich niezaspokojenie może wyjść na pierwszy plan – i potem się tworzą takie dziwne, niepasujące pary. :)

      • Frodo Frodzinsky

        Dla mnie ta udana rozmowa, wymiana zdań (przy której niekoniecznie trzeba się zgadzać) zawsze była, jest i mam nadzieję, że będzie wyznacznikiem dobrej znajomości. Obojętnie, czy to coś tak trywialnego, jak nowy odcinek serialu, czy dramaty uszykowane dla nas przez życie. Nie potrafiłbym się związać z kimś, z kim nie jestem w stanie dyskutować o rzeczach mniej lub bardziej ważnych. Oczywiście moje zdanie jest mocno subiektywne i nie traktuję go jako uniwersalnej prawdy. ;) Niestety masz rację z tym, że sporo ludzi nie zwraca na to uwagi.

        Zadowalanie się rzeczami, które nas nie satysfakcjonują, jest niezwykle częste. Też upatrywałbym się tutaj mnogich problemów wielu par. Według mnie nie można przystawać na coś tylko dla tego, że „może być gorzej”. Oczywiście, rzadko wchodzi się w związek znając swojego partnera na wylot, ale jestem zdania, że takie rzeczy się czuje. ;) Dla mnie w miłości musi być „to coś”…

        • Nie, Frodo, to jest uniwersalna prawda i dobrze, że na tym etapie już zdajesz sobie z tego sprawę. :) Brak świadomości przyczyn i skutków naszych działań jest niezwykle popularny, wynika z pośpiechu, z młodości, z niewiedzy. Na szczęście cały sztab psychologów pracuje nad tym, by szerzyć wśród ludzi samoświadomość, więc mam nadzieję, ze wkrótce większość naszych działań nabierze większego sensu. :)

  • Iza Jarmakowicz

    Wiele kobiet wygląda jak „arcydzieła” i warto je podziwiać. Nie chodzi i o uprzedmiotowienie ale o to, że przecież nic złego podziwiać piękno. Szczególnie gdy tkwi w kobiecie. Bo co w tym złego, że mężczyzna spojrzy na kobietę, która rzuca się w oczy? Sama też nie raz to robię ;) Nie powinno to być powodem do zazdrości. Wiele osób przecież posiada gdzieś w głębi duszy swój ideał mężczyzny/kobiety a pomimo to są z osobami totalnie różnymi.
    Rozumiem że wiele kobiet uważa to za powód do strachu o utratę partnera, szczególnie na początku związku. Albo z powodu niedocenienia siebie, niskiej samooceny, albo ma takie przeczucie(kochana „kobieca intuicja”). Jeżeli powodem jest to, że ciężko im spojrzeć w lustro i powiedzieć „jesteś piękna” to warto nad tym popracować. Ale jeśli rzeczywiście coś jest nie tak z partnerem.. Coż, czy warto wtedy marnować czas na człowieka,który nie jest nami zaintersowany? ;)

    • Wiesz, Iza, to trochę tak, jak pisałam niżej – mamy też inne potrzeby, niezwiązane z poczuciem spełnienia i akceptacji, które pchają nas w takie związki i sprawiają, że nie chcemy ich skończyć. Chcemy czuć się też bezpieczni, czuć się adorowani, czuć, że ktoś interesuje się naszą obecnością. Nawet jeśli nie jest w nas zakochany i zaangażowany na 100%, przystajemy na ten „niedobór”, by spełnić inne potrzeby, których deprywacja po dłuższym czasie samotności zaczyna rodzić frustrację. Frustrację ciężko pokonać, męczy naszych najbliższych, a nie chcemy być ciężarem – więc podejmujemy decyzję na szybko, pod wpływem impulsu i oddychamy z ulgą, gdy choć trochę sytuacja się zmienia. To błędne koło, ale to właśnie powód, dla których „trochę” nam zupełnie wystarcza…

  • Pingback: Nie jesteś swoim odbiciem w lustrze - Kobieta na konkretach()