RELACJE

To nie takie łatwe się zakochać.

Był chłodny, marcowy wieczór. Weszła do domu, rzuciła w kąt torbę i skierowała się do łazienki, by wziąć gorący prysznic. Własnie puściła wodę i zaczęła nucić Wicked game, gdy zadzwonił telefon. Westchnęła, zakręciła kurek i owinęła się ręcznikiem.

Powiedział, że akurat wyszedł z zajęć i poczuł, że nie chce jeszcze wracać do domu. Na dworze jest tak pięknie, powietrze pachnie prawdziwą wiosną i choć powoli zaczyna się sciemniać, to pierwszy w tym roku tak ciepły wieczór. I że stoi teraz na przystanku i zastanawia się, czy wsiadać w autobus, który za chwilę przyjedzie.

Może poszliby na spacer chociaż na godzinę? Albo na dwie?

Wciągnęła na kark wyjściową bluzę, pomalowała na szybko rzęsy tuszem i wybiegła z mieszkania. Czekał na szczycie osiedlowego wzgórza, obok ławki postawił pokrowiec z gitarą. Podeszła bliżej i w półmroku dostrzegła jego uśmiech.

Na niebie zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy. Chodzili tak po pustych, oświetlonych latarniami ulicach, słuchając muzyki i rozprawiając poszczególnych partiach instrumentalnych. Zrobiło się chłodniej, więc zatrzymał się na moment, odwiązał swoją bomberkę z bioder i podał jej, żeby założyła ją na siebie. 

A potem zobaczył ją jakąs taką drobną w jego szerokiej kurtce. Podniosła na niego oczy i coś go w niej rozczuliło. Ruszyli dalej, ramię przy ramieniu. Pokierowany impulsem delikatnie chwycił ją za rękę. Popatrzyli na siebie z uśmiechem. I poszli dalej. 

Ona pomyślała, że czasem to, czego szukamy, jest tuż obok nas.

On pomyślał, że chciałby. Ale to chyba nie jest to.

CZASEM TO ZA MAŁO.

Umawiamy się na spotkania. Chodzimy razem do kawiarni. Wdychamy zapach mięty, grzanego wina i cynamonu, głaszczemy blaty lakierowanych stolików. Zachwycamy się grającym cicho w tle Turnauem, wirującymi piórkami kurzu i blaskiem świec. Zapadamy się w fotelach, próbując zatrzymać w sobie ten moment.

Wydaje nam się, że jesteśmy tam razem. W rzeczywistości każdy jest sam.

Zakochujemy się w dłoniach obejmujących ciepłą szklankę. W obojczykach wyzierających nieoczekiwanie spod rozciągniętego, wełnianego swetra. Zakochujemy się w łagodnych rysach i linii szczęki, która biegnie kwadratowo od podbródka aż pod ucho. W cieple policzka, do którego tulimy swój policzek. 

Zakochujemy w się w szczegółach i wzajemnej czułości.

Zakochujemy się w prostocie i pięknie.

Ale nigdy w cudzych kompleksach.

CZASEM PRZYJAŹŃ TO ZA MAŁO.

Miała w sobie coś, co go do niej przyciągało. Mógł z nią porozmawiać o wszystkim, co tylko przyszło mu do głowy. Była empatyczna, wyrozumiała i chciała zmieniać świat. Dużo się śmiała i miała w sobie odwagę, która zawsze pakowała ją w kłopoty. Po każdym spotkaniu czuł, że jego baterie są w pełni naładowane. Sprawiała, że wierzył, że może przenosić góry. 

Z nią nie tracił jakoś czasu.

Patrzył na nią, gdy często się zakochiwała i zostawała na lodzie. Zawsze uważał, że zasługuje na największą i najpiękniejszą miłość na świecie – taką, jaką sama mogła i chciałaby dać. Miała w sobie mnóstwo talentów i dużo prawdziwej pasji. Kochała się w zasadach, w poezji i w ludziach. Była bardzo wrażliwa. Ale nie chciała tego pokazywać. 

Zgrywała twardzielkę. Chodziła w szerokich bluzach, nie dbała o makijaż i pomalowane paznokcie. Dżinsy miała zawsze zbyt luzne, a jej stopy nigdy nie widziały szpilek od wewnątrz. Na oczy naciągała czapkę z daszkiem, długie włosy wiązała w kucyk i klnęła jak szewc, by pokazać światu swoją wewnętrzną siłę.

Wiedział, że nie czuje się piękna. To było widać. Wstydziła się siebie, chodziła przygarbiona i unikała męskich spojrzeń. Nie wierzyła w komplementy, które i tak dostawała zbyt rzadko. Ciężko było się nią zachwycić. Ciężko było pokochać ją taką, jaka jest – zakompleksioną i ukrytą za maską.

Kiedy trzymał ją za rękę, czuł, że jest mu bardzo bliska. A potem patrzył w jej stronę i widział w jej oczach wzruszenie i czułość. Tak nietypowe dla wersji, w której widział ją na co dzień.

Nie mógł tego zrozumieć. Nie mógł tego przeskoczyć.

MIŁOSC TO ZUPEŁNIE INNA SPRAWA.

Zakochujemy się w ślicznych blondynkach o długich, miękkich włosach, wypukłych ustach i szczupłych ramionach, odważnie tulących się do nas pierwszym kieliszku wina. W przypakowanych brunetach z wąsami i brodą, pachnących Bossem w sobotę wieczorem. 

Zakochujemy się w ludziach, których nie znamy. Nawet, jesli nie są do nas podobni, bo zawsze przecież możemy ich zmienić. Zadajemy im pytania, walczymy z nimi na słowa, z zaciekawieniem słuchamy historii ich życia. A potem wracamy do domu. I oni wciąż są nam obcy. Więc następnego dnia znów pytamy. Wciąż chcemy wiedzieć więcej. 

Zakochujemy się w ich pięknie. Nigdy w ich kompleksach.

Uwielbiamy ludzi podobnych do nas. Oglądamy z nimi filmy, pożyczamy sobie książki i słuchamy po nocach muzyki. Na urodziny chodzimy z nimi do teatru, opery albo filharmonii. Kupujemy im trafione prezenty, oceniamy bicki i kaloryfery na brzuchach, mówimy, że idziemy na siku, a nie, że poprawić make-up.

Czasem śnimy, że ktoś nam ich odbiera i już nigdy nie będziemy razem. Budzimy się przerażeni, chcemy coś zmieniać, wywrócić, zadziałać. Ale potem przychodzi dzień. I wszystko wraca do normy.

Kochamy ludzi podobnych do nas.

Ale zakochujemy się w nich tylko wtedy, kiedy czują się piękni.

You Might Also Like